Forum www.rajdlawyobrazni.fora.pl Strona Główna
 Forum
¤  Forum www.rajdlawyobrazni.fora.pl Strona Główna
¤  Zobacz posty od ostatniej wizyty
¤  Zobacz swoje posty
¤  Zobacz posty bez odpowiedzi
www.rajdlawyobrazni.fora.pl
Miejsce dla każdego miłośnika pisania
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie  RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
 
Projekt;Zombie(2-8os, mieszane, apokalipsa zombie, +18)

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.rajdlawyobrazni.fora.pl Strona Główna -> Opowiadania Grupowe Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
Projekt;Zombie(2-8os, mieszane, apokalipsa zombie, +18)
Autor Wiadomość
Marq Mortis
Pierwszy stopień wtajemniczenia



Dołączył: 12 Sie 2014
Posty: 77
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mordor, Ul. Ciemna 4
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 21:26, 10 Cze 2015    Temat postu: Projekt;Zombie(2-8os, mieszane, apokalipsa zombie, +18)
 
<center>
❖Projekt; Zombie ❖
kill me; love me; eat me



❖Wstęp❖
</center>
Nikt się tego nie spodziewał. Nie teraz, nigdy.
Zaczęło się dość niewinnie – wybuch w laboratorium genetycznym, wszystko pod kontrolą, nic się nie stało. Nic wielkiego. Nic… Dopóki ludzie nie zaczęli chorować. A potem… A potem wszyscy chorzy stali się tym, co nazywamy Zombie. Zaczęła się Apokalipsa, której nijak nie dało się powstrzymać i w mgnieniu oka ponad sześćdziesiąt procent populacji ludzkiej zmieniło się w żądne świeżej krwi trupy napędzane tylko głodem.
To stało się dwa lata temu.
W ciągu tych dwóch lat populacja ludzka zmalała do niecałych piętnastu procent sprzed apokalipsy. Jednakże w tym czasie odkryli, że wielu z ocalałych jest odpornych na wirus zmieniający ludzi w zombie, przenoszony zarówno w powietrzu jak i poprzez ugryzienia. Niektórzy byli zdolni nawet do zwalczania go. Niektórzy z nich byli wręcz zdolni to adaptowania się w tym środowisku…
Pod wpływem wirusa, który zmieniał ludzi w krwiożercze bestie, oni ewoluowali.

<center>
❖Wyjaśnienie❖
</center>

Jest rok 2016, od dwóch lat po świecie szaleją zombie, ludzkość jest zdziesiątkowana. Jednakże nie jest przypadkiem, że przeżyli właśnie ci – odkryli oni, że są w dużej mierze albo całkowicie odporni na działanie tego, co nazwano Wirusem Z. Dla niektórych wręcz działa na korzyść. Niektórzy z ocalałych pod jego wpływem ewoluują.

<center>
❖Ważne Pojęcia❖
</center>

Gen Z – (Genotype: Zombie) Gen obecny u mniej niż 1% populacji ludzkiej. Jest to gen na podstawie którego (chciano go rozmnożyć) stworzono Wirus Z. Osoby posiadające naturalnie Gen Z są nazywane "Żywymi Zombie" lub "Fałszywymi Zombie", czasem także "Wampirami" - są zupełnie odporni na działanie wirusa, który ma na nich wręcz zupełnie odwrotne działanie. Są bardzo sprawni i wytrzymali, jednakże w większości przypadków cierpią na anemię i światłowstręt. Zdolni do ewoluowania - w miarę pochłaniania komórek Z (już przetworzonych, obecnych w Wirusie Z) do czego zalicza się zarówno pożeranie zombie jak i bycie gryzionym przez nich mogą się pojawić u nich przeróżne mutacje. Od zwykłego usprawnienia, poprzez zdolność do kontrolowania części swojego ciała a nawet możliwości wpływu na zombie. Ewolucja, niestety, działa w obie strony - zombie pożerając ludzi z Genem Z też ewoluują. Zombie pod wpływem Genu Z ewoluują nie tylko fizycznie, ale też mentalnie, w niektórych przypadkach procesy pośmiertne zostają zatrzymane, a nawet odwrócone, co jednak zdarza się rzadko. Posiadacze Genu Z mają o tyle łatwiej, że mogą spokojnie pożywiać się ciałami zombie. Z Zombie jest jak z winem – im starsze, tym lepsze.
Wirus Z – (Virus: Zombie) stworzony laboratoryjnie z Genu Z w imię poszukiwania możliwości duplikacji owego (nieśmiertelność i te sprawy), wyzwolony w tragicznym wypadku, przemienia każdego nieodpornego nań człowieka w zombie. Główny powód Apokalipsy.
Komórki U – (Cell: Uneven) "Uzupełniające", "Szczątkowe", "Niecały pakiet Z". Są to szczątkowe ale zachowane w pewnej części Geny Z występujące w ciałach potomków ludzi z tym genem lub mieszanek między ludźmi o genach Z i A. W dużej mierze uodparniają na Wirus Z. Komórki U posiada około 15% populacji ludzkiej z 2014 roku. Są całkowicie odporni na Wirus Z przenoszony zarówno drogą kropelkową, jak i ugryzieniami.
Gen A – (Genotype: Apex) Występujący u około 0,2% populacji ludzkiej z 2014 roku, objawiający się zdolnościami parapsychicznymi. Posiadacze go są odporni na działanie Wirusa Z, jednakże ugryzienie powoduje pewne komplikacje - gdyż, odwrotnie do wchłaniającego Wirus Genu Z, Gen A zwalcza wirus. Jest więc surowym antidotum na tenże Wirus. Zombie, które ugryzło nosiciela, zostaje "wyleczone" - Wirus Z przestaje napędzać martwe ciało. Oprócz zdolności parapsychicznych, ludzie z Genem A posiadają także szybsze zdolności samoregeneracji, jednak nie dorównują one zdolnościom regeneracyjnym nosicieli Genu Z.
W 2016 roku nie żyją już ludzie, którzy nie posiadają modyfikacji genetycznych Z, U lub A.

<center>
❖Regulamin❖
</center>

♦Ogólne:
•Przestrzegamy regulaminu - tego i ogólnego.
•Subskrybcja wątku, aby być na bieżąco.
•Nieobecności zgłaszamy z minimum trzydniowym wyprzedzeniem.
•Zapisując się podaj nazwę, np. Człowiek B lub Człowiek G/Zombie C – przy zapisie podaj imię i płeć.
♦Karta Postaci:
•Jak zaczniecie, to skończcie. W 24 godziny.
•Ma być zapisana poprawną polszczyzną.
•Ma zawierać BBCode o zakresie szerszym niż pogrubienie, kursywa i wyśrodkowanie.
•Postać nie może być idealna. Każdy ma wady.
•Jeśli wasza karta będzie niechlujna i niezgodna z wymaganiami zostaniecie wyrzuceni. Wasza niekompetencja nie daje wam jednak prawa na strojenie za to fochów.
•Imiona mają być normalne według standardów etnicznych.
•Wiek to 20+
•Kartę tworzymy w poście zaklepującym postać poprzez edycję.
♦Pisanie:
•Nie obrażamy się (nasze postacie mogą, ale odradzam… w końcu to survival)
•Nie przeklinamy, ale można wzmiankować, że się coś powiedziało.
•Trzymamy się zasad poprawnej pisowni.
•Zaczynam ja lub osoba upoważniona.



<center>
❖Postacie❖
</center>

Krótkie opisy postaci podajcie mi na PW

Gabriel „Psycho” Grayson (♂) - Marq Mortis
Młody mężczyzna wychowany przez ulicę, nosiciel Genu Z, ma dwadzieścia sześć lat. Jest samotnikiem, nie trzyma się z innymi ocalałymi, głównie przez swoje metody – codziennie zjada zombie. Jest zwykłym pozerem i absolutnie nieprzystosowanym do życia dzieciakiem. Apokalipsa, przy której każdy praktycznie dba tylko o siebie, była dla niego jak błogosławieństwo. Znalazł Otto i przygarnął, od tamtego czasu zombie za nim podąża. Jego misją życiową jest uprzykrzanie świata Księżnej Henriecie.

Otto (♂) - Paniczyk
Ewoluujące Zombie (opis nastanie)

Człowiek B (♀/♂) - ...
[Opcjonalnie] Posiadacz/-ka Komórek U, walczy bronią białą

Człowiek C (♀/♂) - ...
[Opcjonalnie] Posiadacz/-ka Genu Z, unika żywienia się Zombie

Henry ,,Henrietta" Carter (♂) - khaazara
Nie taki już młody mężczyzna, spokojnie mogący dołączyć do grupy wsparcia dla rodzin ofiar zombie apokalipsy. Jak prawie każdy. Jego życie to jak do tej pory wieczny rollercoaster wzlotów i upadków, ale z drugiej strony, czyje niby nie? Właściciel Genu A, który twierdzi, że więcej z tego kłopotów, niż pożytku. Malkontent, rzecz jasna. Pałęta się po świecie bez jakiegoś konkretnego celu, zwykle nie ma stałego towarzystwa. Zawzięcie rywalizuje z Gabrielem o koronę Drama Queen.

Człowiek E (♀/♂) - ...
[Opcjonalnie] Posiadacz/-ka Komórek U

Człowiek F (♀/♂) - ...
[Opcjonalnie] – Posiadacz/-ka Komórek U/Ewoluujące Zombie

Człowiek G(♀/♂) - Shimo
[Opcjonalne] – Posiadacz/-ka Genu Z/ Ewoluujące Zombie


<center>
❖Karta Postaci❖
</center>

Nie jest narzucone z wiedzą, że każdy lubi pisać inaczej. Ważne, by była schludna, zawierała przyzwoity BBCode, nie za dużą ilość obrazków, informacje i wiek postaci ludzkich był 20+



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Marq Mortis dnia Pon 23:00, 15 Cze 2015, w całości zmieniany 6 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Paniczyk
YAOI TEAM
YAOI TEAM



Dołączył: 10 Cze 2015
Posty: 4
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z dupy.
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 22:31, 10 Cze 2015    Temat postu:
 
<div align="center">
s z e p n ą ł e m d o k o l e ż a n k i :
w i e s z
j a n i e ż y j ę . . .
n i e p r z e s z k a d z a j c i e s o b i e




p e r s o n a l i a
• • • • • • • • • • • • • • • •

› i m i ę: ...
› n a z w i s k o: ...
› p s e u d o n i m: Otto.
› p ł e ć: mężczyzna.
› w i e k: ...
› d a t a u r o d z e n i a: ...
› z n a k z o d i a k u: ...
› o r i e n t a c j a: ...
› p o c h o d z e n i e: ...
› r o d z i n a: ...


f i z j o n o m i a
• • • • • • • • • • • • • • • •

» w z r o s t: 173.
» w a g a: ...
» o c z y: podejrzanie radioaktywne.
» w ł o s y: są.
» s y l w e t k a: powłóczysta.
» z n a k i s z c z e g ó l n e: wszystko?
○○○
<div margin="7px">Na pierwszy rzut oka niewiele różni się od standardowego przedstawiciela rasy ludzkiej - ot, dwie ręce, dwie nogi, para oczu i uszu, prosty nos, ładnie wykrojone usta. Jedynie niecodzienna kolorystyka tęczówek może budzić niepokój, no bo widział ktoś kiedyś jasnoróżowe ślepia? Z pewnością nie w tym życiu, a i w poprzednim taka możliwość pozostaje wątpliwa. Równie osobliwe okazuje się uzębienie, podobnie jak u drapieżnika - ostre, stożkowe, o piłowatych krawędziach, przystosowane do bezpośredniego rozszarpywania ofiary na strzępy. Zaskoczony? Poczekaj tylko, w tym niepozornym blondynku o piegowatym pyszczku kryje się jeszcze wiele niespodzianek…
Choć teoretycznie martwy, wciąż jest ikoną stylu, co z całą pewnością oddaje jego, ulubiona jeszcze za życia, niebieska (teraz zapewne trochę ufajdana) bluza z przedłużeniem jokerowego uśmiechu na kapturze. Dolna część garderoby nie jest już tak ważna. Pierwsze lepsze portki i trampki z rozwiązanymi sznurówkami to raczej standardowe zestawienie, niemniej animuszu dodaje mu królicza maskotka, którą wiernie za sobą włóczy. Po co mu ona? Nikt nie wie, zapewne nawet i sam Otto.
</div>


h i s t o r i a
• • • • • • • • • • • • • • • •

pisze się.


d o d a t k i
• • • • • • • • • • • • • • • •

będą.


○○○
w h o i s h u n g r y ?</div>



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Paniczyk dnia Pon 20:20, 15 Cze 2015, w całości zmieniany 5 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
khaazara
Świeża krew
Świeża krew



Dołączył: 26 Kwi 2015
Posty: 8
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Neverwhere
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 15:57, 11 Cze 2015    Temat postu:
 
Z góry uprzedzam, że ta KP prawdopodobnie będzie miała sens tylko w jasnym stylu forum (silver cośtam), bo w takim też była robiona. Ugh, nie przemyślałam tego.

~~

<center>






▕▕ G o d n o ś ćHenry Stuart Carter▕▕
▕▕ P s e u d o n i m yHarry, Hank, Hal… Albo Henrietta, Hattie, Księżna Pani, Jaśnie Pani, Wasza Wysokość, Jej Królewska Mość i tego typu złośliwości▕▕
▕▕ W i e k36 lat▕▕
▕▕ Z n a k z o d i a k uBliźnięta▕▕
▕▕ D a t a u r o d z e n i a8 czerwiec 1980▕▕
▕▕ M i e j s c e u r o d z e n i aLondyn, UK▕▕
▕▕ Z a m i e s z k a n i eNowy Jork, US▕▕
▕▕ N a r o d o w o ś ćBrytyjska▕▕
▕▕ O b y w a t e l s t w oPodwójne: amerykańskie i brytyjskie▕▕
▕▕ J ę z y k iAngielski, francuski, włoski, arabski, migowy, czyta także brailem ▕▕
▕▕ W i a r aChrześcijanin, protestant (anglikanizm), wierzący-niepraktykujący▕▕
▕▕ O r i e n t a c j aBiseksualna▕▕
▕▕ S t a t u sWdowiec▕▕




▕▕ P ł e ćMęska▕▕
▕▕ R a s aKaukaska▕▕
▕▕ G r u p a k r w i0 Rh-▕▕
▕▕ G e n o t y pA▕▕
▕▕ M u t a c j aTelepatia▕▕
▕▕ K a r n a c j aŚniada▕▕
▕▕ G ł o sSzorstki, jakby zdarty, niski, cichy▕▕
▕▕ A k c e n tW chwilach uniesienia wychodzi z niego Brytyjczyk i typowe dla nich Contemporary Received Pronunciation, natomiast normalnie stara się posługiwać raczej General American▕▕
▕▕ K o l o r o c z uPiwne▕▕
▕▕ W z r o s t174 centymetry▕▕
▕▕ S y l w e t k aUmięśniona, krępa, szeroka w barkach i szczupła w talii▕▕
▕▕ C h ó dPewne, mocne kroki, długie, efektywne, szybkie▕▕
▕▕ C h o r o b y p r z e w l e k ł eBrak, jedynie w wyniku nadwyrężania zdolności telepatycznych dostaje ataków migreny▕▕
▕▕ A l e r g i eJest uczulony na aspirynę i jej pochodne; nie może więc używać wielu leków przeciwbólowych i przeciwzapalnych ▕▕
▕▕ F r y z u r aCzarne, gęste włosy, krótsze po bokach i z tyłu, po środku i z przodu głowy stopniowo coraz to dłuższe i nażelowane▕▕
▕▕ Z n a k i r o z p o z n a w c z eNieco przedwcześnie siwiejący zarost, pieprzyk na prawej kości policzkowej, mały tatuaż w kształcie gwiazdki na lewej kości biodrowej, szarpane blizny po ugryzieniach kilku niefortunnych zombie, na ramionach, nogach i parę nawet na korpusie▕▕

▕▕ U b i ó rPrzed apokalipsą zwykł ubierać się elegancko, w garnitury, krawaty i oxfordy, lub też wysokie trzewiki np. typu balmoral, z reguły w bardzo skomplikowanych fasonach i z szaleństwami kolorystycznymi. Jeśli coś nie miało prawa do siebie pasować, na nim wyglądało świetnie. Teraz zwykle nosi sprane jeansy i bojówki, do tego t-shirty i tank topy, gładkie czy z dziwnymi nadrukami, obojętne. Częściej można go spotkać w bluzie niż swetrze. Jako obuwie preferuje buty wojskowe i motocyklowe, gdy jest cieplej zamszowe deserty. W razie konieczności jest w stanie wyczarować na zimne dni krótki płaszcz lub skórzaną ramoneskę. Ewentualnie kurtkę bomber. Ma tendencję do nienoszenia czapek chyba, że się rozchoruje. Wtedy nagle zimno mu w uszy. Za to bardzo lubi kolorowe szaliki w chłodną pogodę i rękawiczki, raczej skórzane, najchętniej takie bez palców. Nie nosi plecaków, ani żadnych toreb, przynajmniej zazwyczaj. Latem nie rozstaje się z awiatorkami, a zimą ma specyficzny zwyczaj noszenia grubych rajstop dla zachowania ciepła. Tak, rajstop, nie kalesonów, to wcale nie jest dziwne ani zabawne. Kompletna norma▕▕







▕▕ I n t e l i g e n c j aPonadprzeciętna▕▕

▕▕ T e m p e r a m e n tEkstrawertyczny; sangwinik z elementami choleryzmu. Ma realistyczne podejście do życia, z nutą optymizmu. Jest otwarty na relacje interpersonalne, towarzyski. Lubi być w centrum zainteresowania, jest władczy i dominujący, czasem dumny. Bywa, że spogląda na ludzi ,,z góry”. Jest nastawiony na działania i kierowanie. Szybki w czynach, zmienny i elastyczny. Lubi przewodzić i organizować pracę innym. Wzbudza wśród ludzi zaufanie i respekt, często pracuje dla potrzeb grupy. Ma również duże poczucie humoru, chociaż cięte i nieco ironiczne. Potrafi przyciągać do siebie ludzi, mimo tego, że jest pobudliwy, a jego reakcje są szybkie i często nieprzemyślane. Często żałuje wypowiedzianych słów. Sprytny i błyskotliwy, jeśli już zdobywa wiedzę na jakiś temat, jest ona dogłębna i wyspecjalizowana. Silnie przeżywa emocje, jednak potrafi się od nich odciąć i ich nie okazywać, w celu zachowania obiektywizmu i racjonalizmu, przez co może być odbierany jako chłodny i zdystansowany. Niestety, okupił to tendencją do motywowania uczuć, wiecznego wątpienia w cudze intencje. A mimo to, wręcz tryska entuzjazmem do życia. Wytwarza w sobie dużo energii, jest aktywny, twórczy i niestety, ale bardzo uparty. Ma dużo ukrytych kompleksów, więc bardzo lubi komplementy i niezwykle szybko się odwzajemnia.
Niepoprawny malkontent
▕▕

▕▕ W a r t o ś c iWierność, bezpieczeństwo, zdrowie, rodzina, rozsądek, sprawiedliwość▕▕
▕▕ P r a g n i e n i aSpokój, uznanie, szczęście rodzinne, życie w dostatku, spełnienie wewnętrzne▕▕
▕▕ M a r z e n i aBy być zdrowym i sprawnym najdłużej jak może ▕▕
▕▕ L ę k iŚmiertelna choroba, strach o bezpieczeństwo ukochanych osób, bycie niepotrzebnym▕▕
▕▕ S n yMa problemy z zasypianiem i generalnie ze spaniem w nocy. Zazwyczaj śpi sześć godzin dziennie, ale jeśli istnieje taka potrzeba, cztery mu całkowicie wystarczają. Czego jednak nie dośpi w nocy, zazwyczaj odsypia sobie w dzień, drzemkami. Zapada w nie bardzo łatwo i nie zawsze celowo. Nie często miewa koszmary, ale gdy już jakieś się zdarzą, są doprawdy paskudne. Mogą dotyczyć czegokolwiek, od czasów gangu ulicznego, po mordercze zombie. Żadna opcja nie jest miła▕▕








▕▕ R o d z i n aOjciec Charles Carter (62 l.) prowadził własną sieć warsztatów samochodowych, matka Darcy Carter (61 l.) z domu Spencer, była doradcą podatkowym. Henry był ich jedynym dzieckiem. Oboje nie żyją. W czasie apokalipsy zmarła także żona Henry’ego, Mary Carter z domu Collins (33 l.), była pracownikiem socjalnym. W chwili śmierci była w szóstym miesiącu ciąży▕▕
▕▕ P r z y j a c i e l eHotelarz Ed Friday, pracująca dla firmy telekomunikacyjnej Marge Barton, malarz Stephen Hale. Pierwsza dwójka nie żyje, co do Stephena Henry nie jest pewien. Istnieje także pewna poplątana nić przyjaźni między Henrym, a Gabrielem Graysonem. Jest ona tak cienka, że aż niewidoczna, zwłaszcza dla głównych zainteresowanych▕▕
▕▕ W y k s z t a ł c e n i eDwa lata studiował prawo na Oxfordzie, jednak czuł się tam niekomfortowo i kierowany impulsem, wyemigrował do Stanów, gdzie całkowicie zmienił swój pomysł na życie i ukończył studia z inżynierii elektrycznej na MIT▕▕
▕▕ P r a c aBył szefem dużego zespołu naukowców w dziale badawczo-rozwojowym nowojorskiej filii firmy technologicznej▕▕

▕▕ P o c z ą t k iKtoś mógłby powiedzieć, że Henry urodził się ze srebrną łyżką w ustach. Częściowo, byłaby to prawda. Nigdy w życiu nie musiał się martwić o dach nad głową i pusty brzuch. Jego rodzina prowadziła może nie luksusowe, ale z pewnością wygodne życie i nigdy nie brakowało im środków na ich potrzeby, czy też czasem na lekki zbytek. Klasa średnia w całej swojej okazałości. Dobro materialne nie jest jednak wszystkim. Nie, Henry nie był w żaden sposób maltretowany. Nikt nie znęcał się nad nim, nikt nie urządzał mu pijackich awantur ani nie dotykał go w nieodpowiednich miejscach. Rodzice zasady mieli surowe, ale perfekcyjnie logiczne. A jednak, czegoś mu brakowało. Mimo starań, jego matka była raczej nienajlepszym materiałem na rodzica, zawsze odległa emocjonalnie, nieporadna, nie wiedząca jak rozmawiać z własnym dzieckiem, jak reagować. W efekcie dużo narzekała o nieistotnych detalach, a w ważnych momentach była zbyt pobłażliwa. Ojciec Henry’ego też zapewne miał dobre intencje, jednak jego ciągła nieobecność, chłód emocjonalny, nieumiejętność pochwalenia syna połączona z ciągłym krytycyzmem i niemożliwymi wymaganiami, zaowocowały rosnącym antagonizmem dziecka wobec niego. Z całą pewnością nie pomogła tu także odmienność Henry’ego, nacisk na nieobnoszenie się, a wręcz ukrycie jego paranormalnych zdolności. Nie wiedzieć nawet kiedy, światem Henry’ego zamiast domu i szkoły, w której radził sobie doskonale, aż do znudzenia, stało się podwórko. Tu telepatia zamiast problemem, stała się atutem. Bardzo szybko wplątał się w świat gangów ulicznych, bijatyk, drobnych napadów, seksu, alkoholu i innych używek, zanim jeszcze w pełni zrozumiał, co to wszystko dla niego oznacza. Zahartował się na ulicy, oddalił od rodziny, przybliżył do półświatka kryminalnego i nieodzownego wyroku. Gdy miał siedemnaście lat, na jego drodze stanęła pewna staruszka. Jannet Hawkins, kurator sądowy. Wybór był prosty: albo weźmiesz się za siebie, albo czekają na ciebie poprawczak, a w niedalekiej przyszłości więzienie. Wiedziała, jakich użyć argumentów i co mu pokazać. Henry otrząsnął się z amoku, co nie było wcale proste. Odsunął się od grupy, której do tego czasu był już niekwestionowanym liderem, co zaowocowało więcej niż tylko jednym łomotem, ale w końcu podziałało. Przestał zażywać, skończył z rozwiązłością, skupił się na szkole, którą w którymś momencie zaniedbał. Wydawałoby się, że potem już wszystko poszło z górki; skończył liceum, dostał się na studia prawnicze na Oxfordzie. Prestiż czekał na niego. Na drugim roku studiów zorientował się jednak, że zamiast spełniać własne cele, realizuje raczej ambicje swojego ojca. Zaczęło go to męczyć, ciążyć na nim, spędzać sen z powiek. Po kilku intensywnych awanturach domowych, przelokował środki na studia, złożył papiery na MIT, spakował swoje rzeczy, zwinął oszczędności i wyniósł się do USA. Obcy człowiek w obcym kraju, bez żadnych koneksji nigdy nie ma łatwo. Podczas studiów chwytał się każdej dostępnej pracy dla utrzymania, wliczając w to udział w reklamach piwa i nagich sesjach zdjęciowych w magazynach da dorosłych. Ale udało mu się zdobyć dyplom, znaleźć dobrą pracę i osiedlić w Nowym Jorku. Poznał tam cudownych ludzi i nawet pogodził się z rodziną▕▕

▕▕ A p o k a l i p s aNie wdając się w szczegóły, Henry bardzo szybko odkrył, jak przydatne są jego geny w starciu z wygłodniałym zombie. Niestety, jego żona nie miała tyle samo szczęścia. W ciągu pierwszych dwóch miesięcy chaosu, Mary i grupa w której była, została zaatakowana przez hordę nieumrałych, gdy jej mąż poszedł uzupełnić zapasy wody dziesięć kilometrów dalej. Schowała się najlepiej i była ostatnią osoba, do której zombie się dobrały, ale za ten czas pistolet, którym broniła się do tej pory, miał już tylko dwa naboje. Za mało na ratunek. Wiedząc, co ją czeka i chcąc oszczędzić sobie cierpienia, wycelowała we własną skroń. Henry i dwóch innych mężczyzn dotarli na miejsce pół godziny później. Pochowali szczątki, rozeszli się każdy w inną stronę. Od tamtej pory mężczyzna unika dołączania do grup na stałe, od czasu do czasu przyłączając się do którejś ze względów praktycznych, na krótką chwilę. Zombie i tak go unikają, gdyż jego krew oznacza dla nich śmierć, a dla ludzi jest zbyt przydatny, by go zabić. A nawet gdyby próbowali, z żywymi potrafi sobie poradzić. Nie osiedlił się nigdzie, czując się jak odludek gdziekolwiek by nie poszedł. Prawdopodobnie już nigdy nigdzie nie będzie pasował, nie do końca. Ale cóż, niego jego jednego spotkała tragedia. Zamiast włóczyć się posępnie, raczej wprowadza zamieszanie tam, gdzie się pojawia▕▕







▕▕ U m i e j ę t n o ś c iPoza zdolnościami inżynieryjnymi i telepatią, Henry jest świetnym kierowcą i więcej niż tylko przyzwoitym strzelcem. Gdyby swego czasu nie popsuł sobie kartoteki, wojsko przyjęłoby go z otwartymi ramionami na pozycji snajpera. Z powodu wszystkich przeszłych bójek, w których brał udział, jest bardzo dobry w walce wręcz. Prawdopodobnie także dlatego, że od młodości trenuje boks; jego rodzice mieli nadzieję, że to ukróci jego temperament. Z biegiem lat boks zamienił się w MMA, co chyba tylko dla niego było logicznym krokiem. Ma również czarny pas w ju-jitsu, a swego czasu trenował także wing chun kung fu, jednak rezultaty nie były zadowalające. Jeśli zombie lubią gry zespołowe, to Henry jest w stanie udowodnić, że od czasów akademickich świetnie gra w hokeja, a na wypadek, gdyby żywe trupy chciały trochę się ukulturalnić, to dzięki uporowi swojej mamusi, Henry uprzejmie może zagrać na skrzypcach, gitarze lub perkusji. Śpiewakiem co prawda nigdy nie będzie, ale za to przyzwoicie stepuje. Potrafi także ugotować coś z niczego, co jest sztuką samą w sobie. Po mistrzowsku ceruje. Nie ma za to poczucia orientacji w terenie, co w świecie bez GPSa i z nieaktualnymi mapami, stanowi niemały problem. Henry posiada także niezwykle rzadką, aczkolwiek niedocenianą, umiejętność kompletnego upicia się za pomocą dwóch piw lub też jednego kieliszka czegoś mocniejszego▕▕

▕▕ U p o d o b a n i aW czasach przed apokalipsą, Henry uwielbiał podróże, bliskie i dalekie, jazdę na motocyklu, wspinaczkę wysokogórską, skoki spadochronowe i nurkowanie głębinowe. Lubił także spacery ze swoim psem (doberman imieniem America), wycinanie ze szkła oraz udzielanie się w lokalnych akcjach charytatywnych, głównie na rzecz dzieci. Interesował się fotografią, w pewnym sensie, jako że miał manię robienia zdjęć samemu sobie i swojemu otoczeniu (zwłaszcza swojej żonie), a potem wrzucania ich na portale społecznościowe. Bardzo za tym tęskni. Za to niezbyt dba o malarstwo, chociaż zawsze miał pewien sentyment do prac Alfreda Munningsa. Jest fanem gier komputerowych i komiksów, z czego jego ulubionymi tytułami były kolejno ,,Warcraft" i ,,Preacher". Uwielbia kiepskie filmy sensacyjne. Naprawdę kiepskie, z rodzaju tych najgorszych. Wystarczy powiedzieć, że hołubi takie tytuły jak ,,Ponad szczytem” czy ,,Wykidajło”. I bierze je śmiertelnie poważnie. Lubi także przerysowane horrory i nielogiczne filmy sci—fi. Adoruje strasznie długie telenowele, był szczerze wstrząśnięty zakończeniem ,,Guiding Light”. Aż ciężko uwierzyć w to, że chodził do teatru i najczęściej wybierał klasyczne sztuki takie jak ,,Fedra" czy ,,Ryszard III". Dla odmiany, ma dość dobry gust jeśli chodzi o literaturę; niezależnie od gatunku, jego ulubieni autorzy to Ian Fleming, Agatha Christie, Arthur Conan Doyle, H. G. Wells. Kocha także literaturę faktu, najchętniej o tematyce psychologicznej lub wojennej. Jeśli chodzi o muzykę, słucha przede wszystkim starego, dobrego hard rocka, a jego ulubieni wykonawcy to AC/DC, Black Sabbath, Queen i Aerosmith. Jego ulubionym zwierzętami są miodożery, z jakiegoś niewytłumaczalnego powodu. Ma także dwa nałogi: papierosy i produkty firmy Rexona. Śmierdzi nimi na kilometry. Co do nawyków żywieniowych Henry’ego, to gdy wychodził gdzieś coś zjeść, wybierał kuchnię włoską, ale w stylu sieciowych restauracji, jak Pizza Hut i Domino, a także czasem knajpy tajskie lub z owocami morza. Zawsze unikał restauracji typu fast-food. Ma słabość do solonych orzeszków i batoników zbożowych. Sekretnie uwielbia landrynki i nie przepada za mocno za czekoladą, a tej białej nie dotknie nawet końcem kija od miotły, najchętniej je gorzką. Lubi herbatę i nie wzgardzi kawą, ale nigdy nie czarną. Im bielsza i słodsza, tym lepiej. Nie tknie parówek, mielonki, większości konserw, margaryny, odtłuszczonego mleka, śmietany, serków topionych, czegokolwiek sojowego, zupek chińskich i dań typu instant, ciastek, chipsów, popcornu, oraz zaskakująco, ale ryżu. Za to od zawsze uwielbiał jarmuż, szpinak, brokuły, brukselki, paprykę, pomidory, borówki, żurawinę, jabłka, awokado, orzechy, kaszę jaglaną, łososia i ryby ogółem, soczewicę, komosę ryżową i len. Preferuje ciemne pieczywo nad jasnym. Co prawda nieco ciężko żyć z takimi upodobaniami w czasach post apokaliptycznych, ale on się upiera, jak na prawdziwą księżniczkę przystało ▕▕





</center>



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez khaazara dnia Śro 1:34, 15 Lip 2015, w całości zmieniany 11 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Shimo
Świeża krew
Świeża krew



Dołączył: 15 Cze 2015
Posty: 3
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Kraina cebulą i burakiem płynąca.
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 20:26, 15 Cze 2015    Temat postu:
 
<div align="center">


She's American Beauty, I'm American Psycho

• • • • • • • • • • • • • • • •


i m i ęHarmony
n a z w i s k onieznane
p s e u d o n i mFuse
p ł e ć żeńska
w i e kdwadzieścia dwa lata
d a t a u r o d z e n i a15 listopada 1994 rok
z n a k z o d i a k uSkorpion
o r i e n t a c j aheteroseksualna
p o c h o d z e n i e USA, Kentucky, Louisville
r o d z i n astarszy brat Daniel, reszta nie żyje.
w i a r a Chrześcijańska
g r u p a k r w iAb RH-
g e n o t y pZ

• • • • • • • • • • • • • • • •

They talk retaliation like that might save this nation
Theu'll be no more air left to breath - believe
No second life, no second strike, I had a dream what it was like
There was a flash and we were gone!


• • • • • • • • • • • • • • • •


w z r o s t155 cm
w a g a53 kg
o c z yZielone, żabie.
w ł o s yCzerwone, płomieniste.
s y l w e t k a Typu gruszka
z n a ki r o z p o z n a w c z eBlizna biegnąca od linii włosów, przez czoło, oko i policzek, aż do podbródka, brak jednego oka, tatuaż głoszący "Libera me Domine de morte aeterna" (wybaw mnie Panie od śmierci wiecznej) umiejscowiony na plecach.
U b i ó r Lubi długie i czarne sukienki, które mają całkowicie ukryć jej ciało, przed pełnym zdradzieckiego pożądania wzrokiem mężczyzn. Wielki krzyż, który ozdabia jej piersi też nie jest przypadkowym dodatkiem albowiem dziewczyna wierzy w to, że zombie boją się wszelkiego rodzaju oznak boskiego jestestwa. Kiedyś udało jej się zwędzić wojskowe buty małego rozmiaru jednemu z zombie - żołnierzy, więc połacie świata doczesnego przemierza w być może niezbyt pięknych, ale wygodnych butach o jakże wdzięcznej nazwie "Pustynna Burza".

• • • • • • • • • • • • • • • •

This was our earth our garden of eden
Took what we could and left her there bleeding
And what became of the hopes and the dreams
Did they die with us 'cause that's how it seems
Here comes the rain can't you taste the acid?


• • • • • • • • • • • • • • • •

w a l k a w r ę c znie praktykuje
b r o ń ☣ Dubeltówka, którą odziedziczyła po swoim nieżyjącym już ojcu myśliwym.
u m i e j ę t n o ś c i d o d a t k o w eBĘDĄ

• • • • • • • • • • • • • • • •

c h a r a k t e r p r z e d i p o BĘDZIE

• • • • • • • • • • • • • • • •

The path of destruction we're leading the way
The cancer, the answer, to God we must pray
Blind leading blind to an unearthly end
Burned out and beaten no more to defend

</div>



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Shimo dnia Śro 0:13, 15 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Marq Mortis
Pierwszy stopień wtajemniczenia



Dołączył: 12 Sie 2014
Posty: 77
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mordor, Ul. Ciemna 4
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 21:10, 15 Cze 2015    Temat postu:
 
<center>

Gabriel “Psycho” Grayson
Character Song




Informacje Podstawowe

Imię Gabriel
Drugie Imię Eric
Nazwisko Grayson
Przezwisko Psycho, Gab
Data Urodzenia 3 Sierpnia
Znak Zodiaku Lew
Wiek Dwadzieścia sześć
Płeć Męska
Orientacja Bardzo Dobra
Odpornosć Gen Z





Zdolności
Gen Z Od początku miał wyostrzone zmysły słuchu i wzroku, także był szybszy i wytrzymalszy niż zwyczajny człowiek. Od czasu rozpoczęcia Apokalipsy pożywia się zombie systematycznie, prawie codziennie, stopniowo rozwijając swoje umiejętności. Do teraz wyostrzył swoje zmysły, wzmocnił kości, osiągnął wysoki poziom szybkości i siły oraz bardo szybkiego leczenia. Potrafi też zmieniać swoje ręce w pazury. Z posiadaniem Genu Z wiąże się jego wieczna anemia, częste, bardziej irytujące niż poważne migreny i światłowstręt.
Walka Wręcz Gabriel, jako ‘dziecko ulicy’ jest świetny w walce wręcz. Nie ma jakiegoś sprecyzowanego stylu, tylko pomieszanie wszystkich, ale okazuje się to być groźna mieszanka.
Broń Palna i Biała W obu przypadkach dobrze sobie radzi. Jego ulubioną bronią jest snajperka, ochrzczona pieszczotliwie „Zośka” i dwa noże myśliwskie.



Charakterystyka

Wzrost 192cm
Waga 84kg
Kolor Włosów Czarne
Kolor Oczu Fioletowe
Kolor Skóry Jasna

Wygląd Gabriel jest chłopakiem mającym za sobą już wszelkie dorastanie fizyczne, co widać po wyraźnie zarysowanej szczęce i wysokim wzroście, przy czym mężczyzna wygląda na dwa-trzy lata młodszego, niż jest w rzeczywistości. Ma otoczone woalem czarnych rzęs fioletowe oczy i wyraźnie zarysowanie mięśnie, uchodząc wśród ludzi za bardzo atrakcyjnego, w ten lub inny sposób. Jego styl jest dość buntowniczy, stylizując się na typowego ‘bad boya’ – nosi się na czarno, z masą kolczyków w uszach i naszyjnikami, często z motywem krzyża. Glany to pozycja absolutnie obowiązkowa w jego stroju, do tego czarne, luźne spodnie z masą łańcuchów uwieszanych przy pasku (jednak rzadziej niż częściej) i czarna, ćwiekowana, skórzana kurtka - nie pogardzi jednak bluzą, najlepiej za dużą. Jest jednak negatywnie nastawiony wobec bluzek i koszulek i woli nie mieć na sobie żadnej niż jakąkolwiek. Często też nosi czarne, skórzane rękawiczki i pieszczochy jakie poznajduje, a swoje paznokcie, niewiadomo czemu, maluje na czarno. Cierpi na anemię i światłowstręt, przez co jego skóra jest chorobliwie blada.

Cechy niezależny, pomysłowy, asertywny, pewny swoich możliwości
Wady unika obowiązków, niecierpliwy, obrażalski, głośny, pozer

Charakter Gabriel zdecydowanie nie jest osobą, do której ludzie ciągną. To raczej typ, o którym wszyscy starają się zapomnieć, ale cóż się dziwić? Wychowała go ulica, nigdy nie doświadczył rodzicielskiej miłości, a jedyne przykłady, jakie mógł wynieść z domu to alkoholizm i patologia. Gabriela nigdy nie ciągnęło do „lepszego życia”, po prostu brał co dawała, a czasem, czego nie dawała, ulica. Nauczył się jak sobie doskonale radzić bez pomocy innych. Stał się oschłym, bezwzględnym wręcz typem, którego, mimo bardzo młodego wieku, bardzo wiele osób się bało. Od początku był oschły, ironiczny i nieufny, dążąc pot trupach do celu. Po prostu żył tak, jak żyją dzieci ulicy. Wobec niektórych, którym zaufa na tyle, może się otworzyć i pokazać także swoja drugą, lepszą stronę – przyjacielskiego, wesołego i biorącego z życia garściami chłopaka. Jak na razie jednak udało się to tylko pewnemu świeżemu zombiakowi. Jest szczery, i to bardzo. Kiedy wybuchła apokalipsa, był jednym z pierwszych, którzy odkryli odporność na wirus. Od tamtego czasu podróżował i żerował, rozwijając swoje możliwości. Odżyła w nim ciekawość świata i dziecięca radość, kiedy na powrót stał się całkowicie panem własnego życia, niezależnym, chodzącym własnymi ścieżkami, nieograniczonym prawem czy krwią. Jakieś pięć miesięcy temu znalazł dziwnego zombie, którego nazwał Otto. Od tamtego czasu już nie jest sam i niekoniecznie wolny, ale zrozumiał, że samotność mu doskwierała. A Otto jest jak kot. Nawet taki Bad boy jak Gabriel czasem musi się poprzytulać, prawda?
Wśród całej tej powagi i niebezpieczeństwa, Gabriel zachowuje się jak dzieciak. Ciągle żartuje, dokucza ludziom, naraża się jak głupi i nie bierze zbyt wielu rzeczy na poważnie. Jest o wiele bardziej pogodny i uśmiechnięty niż był za życia. Jeśli znajduje się w większej grupie osób, robi się z niego straszna królewna panna z wiecznym PMSem. Staje się też wtedy bardzo nerwowy – widać, że nie lubi ludzi. Lubi podejmować nowe wyzwania, robić głupoty i wpędzać innych ocalałych w tarapaty.
Jest młody, narwany i głupi, ale szybko się uczy, szczególnie na błędach.
Gabriel jednakże tak na prawdę jest skrajnie nieprzystosowanym do życia wśród ludzi dzieciakiem, dla którego odpowiedzialność, praca i zaradność w świecie to pojęcia abstrakcyjne. Jedyne, co potrafi wykrzesać z dna Gabriela szczątkowe poczucie odpowiedzialności i dorosłości, to Otto. Może to dlatego Henry'emu zdarza się coraz częściej matkować chłopakowi?


Rodzina Nieznana/Martwa

Historia Gabriel podzielił los wielu Nowojorskich dzieci, urodzony jako syn alkoholiczki i narkomana. Życie nigdy nie było dla niego łaskawe, ale on z nim nie walczył – czekał, obserwował, rozumiał. Nigdy nie walczył ze swoim nieszczęściem, nigdy nie dążył do lepszego życia. Zamiast tego powoli, drobniutkimi kroczkami zaczynał brać coraz więcej i więcej z tego powoli przestającego być niegościnnym dlań świata. Szybko stał się kimś poważanym, mimo młodego wieku. Nigdy specjalnie nie utrzymywał kontaktów z rodzicami, którzy także nie mieli ochoty widzieć syna. Był jednym z tych, którzy skorzystali na apokalipsie – szybko odkrył swoje zdolności do adaptacji i mutacji, zyskując przewagę nad wieloma innymi. Od tamtego czasu podróżował po całej Ameryce i żywił się zombie, ewoluując. Tak też spędził następne półtora roku, całkowicie wolny, nieskrępowany niczym – prawem, moralnością, pieniędzmi. Wolny. Później spotkał na swojej drodze zombie, którego nazwał Otto. Od tamtego czasu nie jest już sam i wydaje się lubić swojego niekoniecznie żywego znajomego. Nawet on lubi się czasem przytulić.
Jest jeszcze niby Księżna Henrietta, ale Gabriel prędzej da się zeżreć niż przyzna, że go lubi.





Ciekawostki

Hobby Sport, zabijanie zombie, przytualnie Otto, sprawianie poważynch problemów innym ocalałym
Fobia Arachnofobia
W grupie z Otto






„Long ago,
inside a distant memory,
there is a voice that says
Do you believe a world of happy endings?
Even when the road seems long,
every breath you take will lead you closer to
a special place within
Your Nevereverland”


</center>

Zdjęcia:
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]
[link widoczny dla zalogowanych]



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Marq Mortis dnia Pon 21:52, 15 Cze 2015, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Marq Mortis
Pierwszy stopień wtajemniczenia



Dołączył: 12 Sie 2014
Posty: 77
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mordor, Ul. Ciemna 4
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 23:45, 04 Lip 2015    Temat postu:
 
Shimo, KP. Już, teraz i zaraz.

<center> Gabriel Grayson</center>

Jego uśmiech przybrał nieco psychopatycznego wyrazu, kiedy poczuł, jak czaszka pęka pod naporem jego stopy, a mózg rozpryskuje się pod podeszwą z cichym chlupotem. Spojrzał na nieruchome już ciało, bez ręki, z dosłownie rozpadającą się nogą połamaną w zbyt wielu miejscach, by można było to zliczyć. Patrzył na plecy w poszarpanej, hawajskiej koszuli, z których skóra schodziła płatami, odsłaniając kości.
To zombie było stare. Bardzo stare. I cholernie szybkie, mimo złamanej nogi. Szacował, że mężczyzna, którym kiedyś było, został przemieniony niedługo po rozpoczęciu się epidemii.
Uśmiech Gabriela poszerzył się jeszcze bardziej. Przy tym, co leżało pod jego stopami cały wysiłek, który włożył w zabicie tego zombie przestawał się liczyć. Bo czym jest parę zadrapań, może jedno głębsze ugryzienie (które i tak Otto wyliże i nie będzie potrzeba marnować środków dezynfekujących) w zamian za suty posiłek? Warto. Zdecydowanie warto.
Złapał ciało w pół, wyciągając z papki, która kiedyś była mózgiem i przerzucił sobie przez ramię, kierując się do domu i pogwizdując cicho.
Chwilowo rezydowali - on i Otto - w całkiem przyjemnym domku jednorodzinnym na obrzeżach tego miasta... Jakkolwiek by się ono nie zwało. Nie pamiętał i szczerze, nie obchodziło go to. Miał tylko nadzieję, że Otto nie narobił z nudy bałaganu.



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Paniczyk
YAOI TEAM
YAOI TEAM



Dołączył: 10 Cze 2015
Posty: 4
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z dupy.
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 20:34, 14 Lip 2015    Temat postu:
 
<div align="center">Oᴛᴛᴏ.
ᴢ ᴏ ᴍ ʙ ɪ ᴇ ᴢ ᴏ ᴍ ʙ ɪ ᴇ ᴢ ᴏ ᴍ ʙ ɪ ᴇ ʜ ᴇ ʏ ʜ ᴇ ʏ ʜ ᴇ ʏ

</div>
Migoczące światło żarówki wywołuje niepokój. Ciekawi. Fascynuje. Przywołuje wspomnienie, jednak zbyt mgliste, by Otto mógł poskładać je w całość. Ale próbuje. Trybiki pracują powoli. Boli go głowa. I oczy. Mruczy coś pod nosem, zaciskając mocno powieki. Na powrót otwiera je zaraz, wbijając natarczywe spojrzenie w sufit. Żarówka wciąż mruga do niego. A on mruga do niej. Marszczy śmiesznie nos. Na jego twarzy pojawia się głupi uśmiech.
Trzask. Żarówka gaśnie niespodziewanie, zalewając pomieszczenie falą mroku.
Otto zrywa się gwałtownie. Krzyczy. Szarpie klamkę. Sztukę jej naciskania opanował już jakiś czas temu, teraz jednak dłonie odmawiały mu posłuszeństwa. Jęczy nisko. Zaraz umrze.
Wtem drzwi otwierają się. Światło. Przerażony, wypada na korytarz. Kilka mioteł upada z hukiem na podłogę. Chłopak kuli się pod przeciwległą ścianą, spoglądając z wyrzutem na skryte w cieniu wnętrze składziku. Czuje, że bije mu serce. A przecież nie powinno.
Uspokaja się dopiero po chwili.
Szczęk zamka. Zrywa się do biegu. Przemierza całą długość korytarza w nieludzkim tempie, docierając do holu. W drzwiach stoi postać.
Gabriel.
Rzuca się na niego rozpaczliwie. Obejmuje w pasie, wciska nos w Gabrysiową szyję. Pachnie… Krwią. Smacznie.
Unosi lekko łebek, spoglądając z dołu na mężczyznę.
Nareszcie bezpieczny.



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Paniczyk dnia Wto 20:35, 14 Lip 2015, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
khaazara
Świeża krew
Świeża krew



Dołączył: 26 Kwi 2015
Posty: 8
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Neverwhere
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 1:03, 15 Lip 2015    Temat postu:
 
<center>

Poczuł nietypowe napięcie, gdy tyko wszedł do budynku. Huh. Trochę dziwne, ale nie wystarczająco niepokojące, żeby kłopotać się szukaniem fal mózgowych. Po prostu przestąpił próg powoli, lecz nonszalancko, niezbyt uważnie. Staromodne deski zaskrzypiały pod naporem jego obuwia. Wojskowe buty, taktyczne, w stylu armii szwajcarskiej. Piękna brązowa skóra była może nieco przetarta, ale to tylko dodawało im charakteru. Zupełnie jak kolorowe sznurówki; prawa kobalt, lewa magenta. Niewątpliwie wyglądało to osobliwie w kombinacji z prostymi spodniami motocyklowymi z cordury w kolorze ciemnego khaki i luźnym, czarnym pulowerem z długimi rękawami. Wystawała spod niego klamra skórzanego pasa, obciążającego jego biodra wagą schowanej w nim amunicji. Całości dopełniały butelkowe awiatorki złożone i niedbale zatknięte za kołnierz oraz dawno nieaktualna obrączka, lśniąca starym złotem na serdecznym palcu. Zasadniczo, miał możliwość znalezienia lepiej dobranych kolorystyką i fasonami ubrań, ale niezbyt widział taką potrzebę. Jego wyczucie stylu zawsze pozostawiało sporo do życzenia, jak mawiała Mary. Prawie prychnął na myśl o potencjalnej reakcji jego dawno zmarłej żony na widok, który sobą prezentował. Na pewno oberwałoby mu się za tygodniowy zarost i te włosy niesfornie opadające mu na czoło długimi kosmykami, za nic mającymi jego starania, by trzymały się swego miejsca. Tylko żel zmarnował, najwyraźniej. Powstrzymał jednak chęć przeczesania ich dłonią, zamiast tego poprawiając uchwyt swojego M16, podczas przejścia z ponurego, wąskiego korytarza, do pomieszczenia prawdopodobnie pełniącego funkcję salonu. Minął paskudną kanapę w żółte kwiatki, szczyt absolutny kiczowatości, leniwie posuwając się w kierunku kuchni. Może znajdzie tam coś do jedzenia, może nie. Niespecjalnie się tym przejmował, miał małe zapasy w czerwonym Range Roverze, którym ostatnio się przemieszczał. Co prawda krzykliwy kolor auta nie wydawał się najlepszym pomysłem w pierwszej chwili, ale po namyśle jego funkcjonalność wygrywała bitwę konfliktów. Jak długo dało się zdobyć benzynę, Henry nie przewidywał problemów z transportem. Chociaż z drugiej strony, najwyraźniej jego zdolności wróżbiarskie pozostawiały sporo do życzenia, skoro nie przewidział też wysokiego pisku, niemal rozsadzającego uszy, który rozległ się znienacka w dotychczasowej ciszy. Niech to diabli, znał ten dźwięk, znał go dogłębnie. Zawrócił na pięcie, szybko ruszając w stronę klatki schodowej, kierując się na górę, w kierunku źródła tego piekielnego jazgotu, po dwa stopnie na raz. Cholera cholera cholera! Niech by to szlag, tylko tego by mu brakowało, żeby cała horda się tu zlazła. Czy to jakaś klątwa na nim ciąży, czy to po prostu jego cudowne wyczucie czasu sprawia, że nigdy nie ma chwili spokoju? Zombie z reguły nie należały do istot stadnych, ale gdy znajdowały się w pobliżu świeżej zdobyczy... Pierwsze dwa pokoje na piętrze okazały się puste, ale gdy barkiem otworzył trzecie, stanął oko w oko z czymś, co z pewnym uproszczeniem można by nazwać zombie-zwiadowcą. Nagle nieprzerwany dotąd dźwięk zamilkł kompletnie. Zombie przechyliło głowę, patrząc na niego pustym wzrokiem, wydając z siebie nowe, niezrozumiałe pomruki. Z ofiary buchała jeszcze krew, jej metaliczny zapach wciąż świeży. Dwie kobiety, ściśnięte razem w róg pomieszczenia, wydawały się zbyt przerażone, by chociażby pomyśleć o ucieczce, zamarłe w strachu. Głupie. Uśmiech Henry'ego przywodził na myśl piranię, gdy pociągał za spust. A potem... Potem wszystko jakby zatarło swoje kontury. Przykrył ciało prześcieradłem zerwanym z łóżka, bardziej w daremnej próbie uspokojenia kobiet, niż z respektu dla zmarłego. Pamiętał też o upewnieniu się, że zombie już nie wstanie, choćby zawzięcie usiłowało. Chyba warknął coś obraźliwego do domowników, gdy niezbyt chcieli wynieść się z tego miejsca, nawet pod realną groźbą przybycia reszty hordy. Szlochały głośno, gdy siłą wytargał je z domu i wpakował do auta, niemal wykręcając jednej z nich ramię. Lepsze to niż zombie, przed którym nie umiesz się obronić. Trzęsły się całą drogę do najbliższego miasta, jakie Henry znał w tej okolicy. Aż się dziwił, jak udało im się przeżyć tak długo. Cud nad cudy. Irytowały go tak niemiłosiernie, że rozważył nawet możliwość włamania się do ich podświadomości i wymuszenia małej drzemki. Ale niezbyt cieszyła go myśl nieodzownej migreny, więc zamiast tego zagłuszył jęki głośnymi riffami ,,Shoot to thrill" wprost z samochodowego odtwarzacza. A tak ładnie zapowiadał się dzień. Miał sobie pobuszować beztrosko, pozbierać parę rzeczy, może nawet znalazłby jakiś zapasowy akumulator. Przydatna rzecz, nie wzgardziłby... Ale nie, zamiast tego przerwał truposzowi w posiłku. Prawie czuł się jak jakiś niewychowany burak z tego powodu. Prawdopodobnie miałby sympatyczniejszy stosunek do całej sytuacji, gdyby nie te idiotki na tylnym siedzeniu. Toż to trzeba mieć puste głowy, żeby tak się zachowywać! Może powinien zostawić je na pożarcie? A może nie, prawdopodobnie nie. Ta ścieżka myślowa prowadziła tylko do szaleństwa, wiedział o tym. Zacisnął szczęki, by powstrzymać się przed powiedzeniem czegoś, czego potem by żałował i rozluźnił je dopiero, gdy zostawiał swoje przymusowe pasażerki pod Centrum Pomocy na jakimś wygwizdowie. Alleluja, że tym razem zabłądził tylko raz i zaraz się zorientował! I więcej niż tylko Alleluja, że komuś w ogóle chciało się jeszcze organizować takie miejsca, bo inaczej miałby poważny problem. Westchnął ciężko, opierając się o maskę zaparkowanego samochodu, parę przecznic dalej. No tak, a teraz co? Może zwiedzi okolicę, może nie. Ale na pewno najpierw zapali. Czuł, że zasłużył sobie na relaksacyjnego papierosa. Jeśli nie na całą paczkę.</center>



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez khaazara dnia Śro 4:18, 15 Lip 2015, w całości zmieniany 11 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Marq Mortis
Pierwszy stopień wtajemniczenia



Dołączył: 12 Sie 2014
Posty: 77
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: Mordor, Ul. Ciemna 4
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 11:52, 17 Lip 2015    Temat postu:
 
<center> Gabriel Grayson</center>

Droga do domu, w którym pomieszkiwał przez ostatnie trzy dni nie była długa, nawet, jeśli przez to durne zombie, które niósł teraz przewieszony przez ramię musiał się nieźle nabiegać, próbując zagonić je w kozi róg. Był nieco spocony, troszkę ciężej oddychał, ciało trochę ciążyło, ale było to do przeżycia. Przecież bywało gorzej, prawda? Na przykład wtedy, kiedy jeden zombie prawie oderwał mu prawą rękę. Musiał nie dość, że walczyć lewą, uważać na prawą, to jeszcze nie dać zabić siebie i jakiegoś dzieciaka, którego postanowił bohatersko chronić. O losach ów dzieciaka wiedział tylko tyle, że oddał go pod opiekę jakiejś grupce ocalałych już jakiś czas temu.
Minął jakieś rozkładające się ciało, parę co bardziej nieruchliwych zombie (tak długo, jak nie wykonywał zbyt gwałtownych ruchów, ignorowały go) w końcu znajdując wzrokiem niewielki domek z połamanym płotem. Klucze znalazł niedaleko rozkładającego się ciała jakiegoś nieszczęśnika, pewnie właściciela. Sądząc po stadium rozkładu zginął parę miesięcy temu.
Podszedł do drzwi wejściowych i otworzył je jedną ręką wchodząc do domu. Nie dalej, niż sekundę później usłyszał, jakby coś biegło - szybko i głośno - w jego stronę. Zdążył zrzucić ciało z barku, ale nie dotknęło ono jeszcze podłogi, a Gabriel już został zamknięty w ciasnym uścisku pozornie delikatnych ramion.
- Cześć, Otto. Chyba aż tak długo mnie nie było - powiedział cicho, głaskając głowę chłopaka przez kaptur.
Otto nie odpowiedział. Nie mógł.
Przecież zombie nie mówiły.



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.rajdlawyobrazni.fora.pl Strona Główna -> Opowiadania Grupowe Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Strona 1 z 1

 
Skocz do:  
 
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

 
fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo

Powered by phpBB © 2004 phpBB Group
Galaxian Theme 1.0.2 by Twisted Galaxy