Forum www.rajdlawyobrazni.fora.pl Strona Główna
 Forum
¤  Forum www.rajdlawyobrazni.fora.pl Strona Główna
¤  Zobacz posty od ostatniej wizyty
¤  Zobacz swoje posty
¤  Zobacz posty bez odpowiedzi
www.rajdlawyobrazni.fora.pl
Miejsce dla każdego miłośnika pisania
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie  RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
 
SYSTEM [akcja, +18]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3  Następny

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.rajdlawyobrazni.fora.pl Strona Główna -> Opowiadania Dwuosobowe Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
SYSTEM [akcja, +18]
Autor Wiadomość
Moka
Pierwszy stopień wtajemniczenia



Dołączył: 20 Sie 2014
Posty: 55
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 4:01, 03 Lip 2016    Temat postu:
 
<center></center>
Dłonie na kolanach, twarz naprzeciwko mojej, śmiałe spojrzenie, które we mnie wbił i te jakże podobne do niego zuchwałe słowa, które czasem tak bardzo potrafiły zadziałać na nerwy. Ściągnąłem brwi zdegustowany, za chwilę otwierając usta, aby potraktować go kolejną dawką szyderstw i złośliwości, lecz nie spodziewałem się, że zostanę uciszony zanim z mych ust wypłynie chociażby jedno słowo. Einar zapalczywie wpił się w moje wargi, swoim nagłym czynem zduszając wewnątrz mnie olbrzymią chęć, abym w raczej mało subtelny sposób powiedział co o tym sądzę. Co na marginesie oczywiście byłoby tylko kolejnym z moich łgarstw, bo czy kiedykolwiek przyznałbym się, że na to właśnie liczyłem? Prędzej piekło by zgasło.
Pozwoliłem popchnąć się z powrotem na łóżko, czując jak ogarnia mnie coś całkiem obezwładniającego. Zachłanność z jaką obchodził się z moimi wargami sprawiła, że zaczynałem tracić oddech, pochłonięty jego pocałunkami bez reszty. Cokolwiek do tej pory miałem w głowie zniknęło i nawet nie potrafiłem sobie przypomnieć o czym przed chwilą myślałem. Bezwiednie powiodłem dłońmi pod spód jego koszulki, aby za chwilę móc z niemałą starannością pieścić każdy skrawek jego rewelacyjnie wyrzeźbionego torsu. Ta bliskość zadziałała na mnie niemal natychmiast. Zaczynało mi się robić cholernie gorąco i wiedziałem, że z biegiem czasu będzie ze mną tylko gorzej, dlatego też odsunąłem się na moment, nie chcąc zatracić się w tym tak szybko. Odetchnąłem głęboko, ponownie sięgając ku zakrywającemu jego mięśnie materiałowi, aby tym razem na dobre się go pozbyć, odrzucając przeszkadzającą mi koszulkę gdzieś za siebie. Mój wzrok już wkrótce sunął z uwagą wzdłuż jego nagiej klatki piersiowej chłonąc każdy szczegół tak jakbym widział ją pierwszy raz. Oj, świat zacząłby cholernie cierpieć gdyby dowiedział się co on ukrywa pod bluzką każdego dnia. Lekkim popchnięciem zmusiłem go, aby to on teraz się położył, a sam podniosłem się z posłania, aby za chwilę z łatwością móc przylgnąć ustami do jego podbrzusza, składając na nim intensywne, mokre pocałunki. Przez pewien czas celowo nie schodziłem niżej chcąc aby to czekanie zaczęło trawić go od wewnątrz. Przesunąłem opuszkami palców po skórzanym pasku, zmierzając nimi w dół by wnet w jednostajnym tempie móc masować jego krocze. W tym samym czasie zjechałem ustami na metalową sprzączkę, postanawiając pobawić się w jej otwieranie. To również było z premedytacją. Chciałem by się niecierpliwił, łaknąłem tego jak diabli. Po wcale nie tak długiej chwili zapięcie puściło, a ja zamiast dokończyć to co zacząłem i całkowicie pozbyć się paska - na przekór ruszyłem wargami znowu w górę. Powiodłem językiem wzdłuż jego szyi, by na koniec wtargnąć nim do środka jego ust. Każdy pocałunek zdawał się być coraz żywszy i intensywniejszy, coraz bardziej odczuwalny i wprowadzał coraz większy zamęt w mojej głowie. Nie potrafiłem zrozumieć tego jak tak ogromnie nienawidząc można jednocześnie kogoś tak cholernie pożądać.



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Tweenty
OTAKU
OTAKU



Dołączył: 16 Sie 2014
Posty: 79
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z Wenus
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 19:29, 04 Lip 2016    Temat postu:
 
<center>Einar</center>

Nie dbałem o jego zgodę, wiedząc że mimowolnie i tak podda się moim pocałunkom. Próbowałem nie odkrywać żadnych uczuć prócz przejęcia, z jakim obchodziłem się z jego wargami, nie mógł sobie nawet tego wyobrazić, jaką przyjemność i satysfakcję robiło mi ponowne dotykanie jego skóry i dogłębne badanie jamy ustnej. Błądziłem językiem po jego zębach, polikach, by w końcu całować go mocno do utraty tchu, kompletnie nie panując nad oddechem. Nie wiedział, że gorąca fala przepłynęła przez moje ciało w chwili, gdy zaczął sunąć swoimi palcami po moim brzuchu. Nie wiedział, że poczułem niemalże impulsy elektryczne zmierzające ku mojego krocza zanim w ogóle tak naprawdę coś się zaczęło.
Spojrzałem na niego zdezorientowany w momencie, gdy ni stąd odsunął się ode mnie, przerywając jakąkolwiek bliskość. W tej, chociaż krótkiej chwili zdążyłem przypatrzeć się jego wzrokowi i niemalże poczułem satysfakcję, widząc jak jego oczy są nie do końca trzeźwe, obecne. Pozwoliłem, by ściągnął ze mnie bawełniany materiał z niemałą przyjemnością obserwując, jak delektuje się moim ciałem. To był jednak dopiero wstęp wstępu, przypatrywanie się jego reakcjom, jak poddaje się żądzy i oddaje w ręce rywala, lecz to wystarczyło bym poczuł napływające pożądanie w niejednym miejscu na mym ciele…
Przymknąłem nieznaczne oczy, czując jak pozostawia po sobie mokre pocałunki niemal na całym podbrzuszu, lecz to ręka szatyna, powolnie stymulując jakże zniecierpliwione zwierze wywołała u mnie przypływ nieopisanego gorąca. Delikatnie odchyliłem głowę, wydając z siebie mimowolne westchnięcie na skutek odczuwanej przyjemności i narastającego zniecierpliwienia. Pragnąłem, by zszedł w dół, by dał sobie spokój z tą klamrą, rozpiął to normalnie, szybko i poleciał z ustami w dół… W dół... Mój członek zdążył stwardnieć, niezwykle wrażliwy na jakiekolwiek ruch, zaś Isaias jak na przekór ustami ruszył nie tam gdzie było trzeba… Jęknąłem zirytowany, czując jak oddech mi przyśpiesza, będąc pod ciałem Isaiasa i oglądając go spod przymrużonych oczu. Korzystając z chwili, gdy wdrapywał się ku górze, zręcznie pozbyłem się górnej odzieży, zakrywającej jego mięśnie i ozdabiające tors blizny… Uśmiechając się delikatnie przejechałem po nich wolno palcami, wkrótce jednak zostając obezwładnionym przez pocałunki szatyna, a czułem gdzieś głęboko w kościach, iż gdybym nie skupił się na nich równie mocno zostałbym pożarty żywcem…
Moje dłonie powędrowały na jego tyłek, zanurzyły się w ciemnych spodniach, przekopując się przez bokserki, by w końcu chwycić pewnie i mocno za każdy pośladek, jednocześnie przybliżając do siebie mężczyznę i rozsuwając nieznacznie swoje nogi na boki.
- Skurwysyn z ciebie- skomentowałem jego wcześniejsze droczenie ze mną i czując, jak coraz bardziej pali mnie na dole, instynktownie oddawałem mu wszystkie pocałunki i przyciskałem w tym samym tempie jego krocze do swojego, trzymając go w dalszym ciągu za tyłek… Gdy udało mi się od niego oderwać, zniżyłem się nieznacznie, by sięgnąć twarzą do jego torsu i chwycić w zęby sutek, maltretując go również językiem, jak i całą jego okolicę… W międzyczasie prawa ręka zjechała z pośladka po udzie i powolnie błądząc w jego bokserkach dopiero po jakimś czasie nieznacznie dotknęła członka szatyna… Przestało mnie to wszystko śmieszyć, przestałem nawet myśleć, co zrobić by trochę rozdrażnić Isaiasa… Pragnąłem go dotykać, by on dotykał mnie, mocno i intensywnie. Pragnąłem go ujeżdżać chyba nawet bardziej niż chciałem go wcześniej zabić…



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Moka
Pierwszy stopień wtajemniczenia



Dołączył: 20 Sie 2014
Posty: 55
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 11:57, 08 Lip 2016    Temat postu:
 
<center></center>
Miałem nieodparte wrażenie, że gdziekolwiek mnie dotykał tam czułem ciepło, które zamiast powoli przechodzić, wzbierało wciąż na sile. Moja skóra pragnęła czuć jego mocno zaciskające się dłonie, jego gorący oddech. Chciałem mieć na tyle silną wolę, aby móc się przed tym obronić, nie dać się zwieść jego ustom, sprawnym rękom i spróbować to przerwać, aby zobaczyć jak bardzo go to rozwścieczy, ale nie byłem w stanie tego zrobić. To było silniejsze niż cokolwiek, co wcześniej czułem, to było nie do zatrzymania. Pożądałem jego bliskości, ciała, które przylegałoby do mojego, a każdy jego dotyk był tak potwornie uzależniający, że wciąż chciałem więcej i więcej. Traciłem zmysły i nie mogłem nic na to poradzić. Ta nagląca potrzeba lizała moje wnętrze niegasnącym płomieniem, nie słuchała głosu rozsądku, była całkowicie szalona i niepohamowana, a ja zatracałem się w niej coraz bardziej, nie mając na tyle siły, aby potrafić ją zignorować. Kiedy jego krocze zaczęło ocierać się o moje, natychmiast poczułem ogrom jego podniecenia. Spodnie zaczęły być dla mnie torturą, ciasnym ograniczeniem, którego z niemałą ochotą pozbyłbym się jak najszybciej. Czekanie stało się dla mnie równie dokuczliwe co dla Einara, ale nie chciałem tego pokazywać. Wolałem, żeby sądził, że tylko jemu tak paskudnie to doskwiera i uporczywie starałem się nie zwracać na to uwagi. Kiedy oderwał ode mnie swoje usta, kierując je w dół, nie spodziewałem się, że za chwilę złapie zębami jeden z moich sutków. Cichy jęk automatycznie wydostał się spomiędzy moich nabrzmiałych od pocałunków warg, które jednak niemal od razu zakryłem wierzchem dłoni, zakłopotany tym nagłym, zupełnie niekontrolowanym przeze mnie dźwiękiem. Ostatkiem sił powstrzymywałem się przed wydawaniem kolejnych westchnięć, które gorączkowo domagały się ujścia. Całą swoją uwagę skupiłem na jego dłoniach, swobodnie błądzących po mojej nagiej skórze, do tej pory skrzętnie odgrodzonej od niego ciemnym materiałem spodni. Zwiesiłem głowę czując jak żar raz po raz zalewa potężną falą moje ciało, pozbawiając mnie samokontroli i resztek zahamowań. Byłem gotowy zrobić dosłownie wszystko, byleby tylko sprawić mu przyjemność. Odepchnąłem go od siebie nagle, gwałtownie, oddychając z takim trudem jakbym wynurzył się właśnie z wody, po co najmniej dwóch minutach przebywania pod jej powierzchnią. Złapałem końcówkę jego paska, jednym, porządnym szarpnięciem wyciągając go ze wszystkich szlufek i odrzucając na podłogę, gdzie spadł z głośnym hukiem. Zacisnąłem palce na jego udach, przesuwając je w stronę zapięcia spodni, których to równie sprawnie wnet się pozbyłem, wkrótce to samo czyniąc z jego bokserkami. Chęć zadowolenia go była tak silna, że całkowicie przestałem interesować się tym, co się ze mną działo i jak bardzo to było do mnie niepodobne. Obie dłonie zacisnąłem na jego pobudzonym członku, przesuwając każdą z nich w stałym tempie w górę i w dół. Kciukiem drażniłem jego nasadę, masując ją kolistymi, szybkimi ruchami, co pewien czas naciskając mocniej na sam środek. Niebawem dołączyły do tego także i wargi, najpierw skupione jedynie na końcówce, na której składałem krótkie, subtelne pocałunki, do czasu, aż całkiem objąłem go wnętrzem swoich ust. Poruszałem się miarowo, aby móc jednocześnie umiejętnie wykorzystywać swój język, który przesuwał się po całej długości jego członka. Pieściłem każdy jego fragment, zasysając, masując i biorąc go głęboko w usta tak, że niemal się dławiłem. Przestałem dopiero w momencie, kiedy nabrzmiał tak bardzo, że za chwilę mógłbym się spodziewać wytrysku, a zdecydowanie nie chciałem, żeby nastąpiło to tak szybko. Na pewno jeszcze nie teraz. Odsunąłem się, aby móc złapać konkretniejszy haust powietrza, którego aktualnie naprawdę potrzebowałem, jednocześnie kierując swe spojrzenie prosto w jego przepełnione żądzą oczy.
— Zastanów się... jeszcze nie jest za późno... żeby grzecznie się ubrać... i wrócić do ustalania planu — wysapałem, oblizując usta. Nie wiedziałem jak to jest, że miałem siłę jeszcze się z nim drażnić nawet wtedy, kiedy sam już nie wytrzymywałem.



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Moka dnia Pią 13:37, 08 Lip 2016, w całości zmieniany 3 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Tweenty
OTAKU
OTAKU



Dołączył: 16 Sie 2014
Posty: 79
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z Wenus
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Wto 15:00, 12 Lip 2016    Temat postu:
 
<center>Einar</center>

W tej intymnej sytuacji roiło się od ironii. Mimo iż znajdowałem się pod brunetem, całując go i pieszcząc czułem jakbym to ja nad nim dominował, tym bardziej widząc jego reakcje, jego starania by nie odkryć się zbytnio przyjemnością, jakiej doznawał chociaż miał to wyraźnie wypisane na twarzy. Znowu jednak, słysząc jego jęk i obserwując wymalowaną rozkosz na męskiej twarzy czułem jak kolejno wszystkie moje mięśnie napinają się, spodnie robią się niewyobrażalnie ciasne, a serce głupio przyśpieszyło. Psychicznie miałem wrażenie być zdominowany, co automatycznie zmusiło mnie do użycia większej siły i namiętności. Palce, które do tej pory błądziły po pośladku, zacisnęły się, jeszcze bardziej przysuwając jego ciało do mojego. Usta składały pocałunki niemal na całym torsie, pozostawiając niejedno znamię… Niemal nadmierne wciągałem jego zapach mieszanki perfum i potu. A jednak było mi zdecydowanie za mało.
Sam nie wiem, czy miałem bardziej ochotę przekląć, jęknąć, czy go siłą przyciągnąć, kiedy odsunął się ode mnie równie gwałtownie, co przedtem. Zamiast tego przygryzłem mocno dolną, spierzchniętą wargę, czując po chwili metaliczny posmak krwi. Zanim zdążyłem ogarnąć, co jest do cholery grane, zrozumiałem wszystko, widząc jak Isaias zajmuje się spodniami, a raczej pozbyciem się ich. Miałem chwilę na świadome, jasne zastanowienie, lecz zamiast ją wykorzystać, przyglądałem się z jaką sprawnością i zaangażowaniem mnie rozbierał. Nie śmiałem mu przeszkadzać, czując jak podbrzusze wariuje z podekscytowania, a ja nie wiedziałem na czym się bardziej skupić: na pełnej żądzy twarzy, okalanej przez czarne kosmyki, czy na ruchu palców bruneta. Rozkraczyłem nogi, mając wrażenie że moje krocze zaraz eksploduje.
Popatrzyłem przed siebie, wlepiając wzrok w jakiś nic nieznaczący punkt, kiedy to moje dłonie tonęły w miękkiej pościeli. Wypuściłem powietrze z ust, czując niewyobrażalne gorąco, które skracały mój oddech i uniemożliwiły jasnego myślenia. Wytrzymywałem. Wytrzymywałem dopóki mój członek nie został wystawiony na bezpośredni kontekst z jego wargami, co przywołało większą falę żądzy, odczuwalną nawet na końcach palców, które obejmując białą pościel, zacisnęły się w pięści. Moje spojrzenie wróciło do Isaiasa i niemal w tym samym czasie wyrwało mi się z ust jęknięcie. Instynktownie wysunąłem biodra do przodu, patrząc jak zahipnotyzowany, jak obciąga i pieści mojego kutasa, który aż drżał z okazywanej mu przyjemności. Krew pulsowała mi w żyłach, przytłumiając słuch i pozostawiając sam na sam z myślami, które nie były wcale skomplikowane. Bo prostu chciałem więcej. Nie potrafiłem sprecyzować, kiedy dokładnie zacząłem wydawać z siebie urywane dźwięki, lecz gdy do mnie to dotarło, nie było sensu się z tym ukrywać. W zasadzie to nie wiedziałem, czy bym umiał się temu oprzeć, sprzeciwić. Zdecydowanie to było silniejsze ode mnie, przez co cała reszta przestała się liczyć. Wtopiłem palce w jego gęstych włosach, zachęcając go do kontynuowania, chociaż dałbym sobie po raz kolejny w ramię strzelić, iż nie było to potrzebne. Za każdym razem, gdy żołądź dosięgał jego gardła miałem wrażenie jakby ktoś wzniecił wewnątrz mnie ogień, a jego opary unosiły się szybko, choć dokładnie do każdej komórki mojego ciała. Byłem blisko, na tyle blisko że sam miałem ochotę zacząć poruszać biodrami, kiedy to przestał. Przestał!!! Zmrużyłem oczy, zaciskając usta w wąską linię, próbując skupić się na słowach, które wypowiada. Boże, co on pierdoli?
Zaśmiałem się ironicznie, nie dowierzając, że śmiał się jeszcze ze mną bawić.
- Grzecznie ubrać? Masz mnie za grzecznego chłopca, Isaias?- spytałem, pomiędzy niespokojnymi wdechami. Na mojej twarzy błądził cyniczny uśmiech, lecz wzrok przewiercał go na wylot.
- Trzeba cię wyprowadzić z błędu- mruknąłem ciszej, przyciągając go do siebie i całując tak namiętnie, jakbym nie czuł tych warg na swoich ustach już z rok. Rękoma pośpiesznie i niecierpliwie pozbywałem się dolnej odzieży bruneta, wyczuwając jak jego członek jest równie napięty, lecz to mój niezwłocznie szukał ujścia. Rozbierając go niemal sam siebie torturowałem, bo przecież była masa innych sposobów, bym odczuł ulgę.
Przybliżyłem gorące ciało Isaiasa do siebie, nieuważnie doprowadzając do kontaktu jego członka z moim. Wziąłem haust powietrza, powstrzymując się i jednocześnie rozchylając pośladki mężczyzny i nim w niego wszedłem, popatrzyłem na jego twarz. Poruszenie gwałtownie biodrami było fascynujące i zabójcze zarazem dla moich komórek nerwowych. Dosłownie widziałem w jego oczach mignięcie światła i dopiero teraz doszło do mnie że wszystko dzieje się przy zapalonych lampach. Wątpiłem jednak, by któremukolwiek z nas to przeszkadzało.
Nie minęło nawet pół minuty ostrego penetrowania jego wnętrza nim poczułem skurcz, a ejakulat zapełnił Isaiasa, sprawiając że wydałem z siebie urywany odgłos rozkoszy. Jeżeli by teraz cokolwiek do mnie powiedział, nie usłyszałbym, zastanawiając się, jak to możliwe że nie miałem dość, a ogień zamiast we mnie przygasać, palił się dalej niemiłosiernie.
Ponownie zacząłem całować już delikatnie mokry tors bruneta, dopiero po chwili wyciągając z niego penisa. Kiedy niemalże czule wędrowałem wargami po jego klatce piersiowej, dłonią zacząłem pieścić jego kutasa, mocniej gładząc jego nasadę i zwalniając przy napletku. Jemu jednak nie było nic potrzebne, twardy i wielki sprawiał mi suchość w gardle, bez większego kontaktu. Odsunąłem się nieznacznie w tył z brunetem na kolanach, po czym plecami padłem na ciepłą już pościel. Posłałem mu wyzywające spojrzenie, splatając dłonie za sobą.
- Chcesz… Bardzo chcesz…- wychrypiałem z pewnością w głosie.



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Moka
Pierwszy stopień wtajemniczenia



Dołączył: 20 Sie 2014
Posty: 55
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 3:44, 16 Lip 2016    Temat postu:
 
<center></center>
Tak mu zależało na zaspokojeniu ogarniającej go żądzy, że nawet przez chwilę nie zastanowił się nad powrotem do sprawy, dla której przed pięcioma minutami gotów był mnie zabić. Był już porządnie zniecierpliwiony, a ja wcale mu nie pomagałem, zachowując się w taki sposób. Denerwowanie go było przyjemne do tego stopnia, że mógłbym to kontynuować w nieskończoność, obserwując jak na jego obliczu pojawia się zirytowanie, które sięga zenitu. Podsycanie tego płomienia nienawiści okazało się o tyle zajmujące, że nie potrafiłem z tego ot tak zrezygnować. Jego reakcja na moje słowa nie mogłaby być inna. Potraktował to jak zniewagę, wyzwanie. Bezzwłocznie chciał udowodnić, że co do niego nie mogłem się bardziej mylić.
— Próbuj. — rzuciłem prowokacyjnie, nie mając zamiaru powiedzieć, że nigdy tak bym o nim nie pomyślał. W tej samej chwili przyciągnął mnie do siebie, a jego wargi ponownie wpiły się w moje z taką zawziętością, jakby pocałunkami pragnął wybić mi z głowy podobne myśli. I gdybym tylko rzeczywiście takie miał, to byłby w stanie mnie przekonać już samymi ustami. Ich kształt, to jak się nimi posługiwał, z jaką stanowczością spijał z mych warg tak naprawdę nieistniejące wątpliwości, to wszystko sprawiało, że niemal byłem skłonny żądać więcej i więcej. Podczas gdy skupiałem się na żarliwych pocałunkach, Einar próbował ściągnąć ze mnie ostatki pozostałych ubrań. Kiedy dolna część odzienia znalazła się na podłodze, mężczyzna przybliżył się jeszcze bardziej, aby za kilka sekund wejść we mnie z impetem. Ból zmieszał się z przyjemnością, głośny jęk wydostał się z moich ust, a palce, do tej pory pieszczące jego plecy, z równą siłą wbiły się paznokciami w skórę. Szybkie, ostre ruchy wcale nie pomagały uspokoić oddechu, który drżał, stawał się coraz krótszy i coraz bardziej słyszalny. Tempo, które narzucił było szalone i wyniszczające. Miałem wrażenie, że rozdziera mnie od wewnątrz swoją mocą i częstotliwością. Wiedziałem, że był już u kresu sił, że zaraz nie wytrzyma. Czułem całym sobą jego naglącą potrzebę, chęć natychmiastowego zaspokojenia gnębiącej go żądzy. To było dla mnie za wcześnie, za szybko, miałem za mało czasu na rozkoszowanie się tą chwilą. Moja głowa opadła do tyłu, a ucisk paznokci na jego plecach gwałtownie wzmógł, gdy we mnie doszedł. Uspokajałem swój nierówny oddech, gdy Einar zaczął muskać dłońmi moje ciało. Byłem tak potwornie podniecony, że w głowie dudniła mi tylko jedna myśl. Chciałem jeszcze. Jeszcze. Jego słowa były tak trafne, że aż bolały.
— Nie znoszę Cię. — sarknąłem, sunąc dłonią wzdłuż jego torsu, by wnet chwycić w palce podbródek i unieść go agresywnie do góry. Niedługa chwila niepewności co dalej, wbite spojrzenie, nieodgadniony wyraz twarzy. Nachyliłem się nad nim, aby móc objąć ustami jego dolną wargę, na której dosłownie kilka minut temu pojawiła się niewielka ranka. W tym samym czasie dosiadłem go wzdychając ciężko, prosto w jego usta. Zacząłem się poruszać, jednakże tym razem wolniej, spokojniej, aby móc czerpać przyjemność z każdego ruchu. Moment delikatnej pieszczoty jego wargi został przerwany, gdy nieuważnie mocniej chwyciłem ją zębami sprawiając, że ponownie zaczęła krwawić. Lekko ją zassałem, tym samym pozbywając się wypływającej ze skaleczenia czerwonej cieczy, wnet ponownie się wyprostowując, aby kontynuować. Rękoma wsparłem się o jego wyrzeźbiony brzuch, nie mogąc już wytrzymać tych fal gorąca, które zalewały moje wnętrze przez jego duży, pulsujący członek.
— Einar... — jęknąłem prawie błagalnie, spoglądając na niego swoimi piwnymi tęczówkami. — Chcę więcej. — zadrżałem, przygryzając kącik ust.



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Moka dnia Sob 3:45, 16 Lip 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Tweenty
OTAKU
OTAKU



Dołączył: 16 Sie 2014
Posty: 79
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z Wenus
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 20:14, 22 Lip 2016    Temat postu:
 
<center> Einar </center>

Z dołu miałem widok na praktycznie całe jego ciało, na wszystkie wgłębienia, linie mięśni i blizny. Moje oczy nie miały go dość, z resztą nie tylko one… Czułem jak moje krocze paliło, jak członek drżał z pożądania i niecierpliwości. Mimo to próbowałem zachować spokój i poczekać, wpatrując się w ociekającą seksem twarz bruneta, w jego żarłoczne oczy, które chciały dokładnie tego samego, co ja. Chociaż spędziłem z nim już jedną upojną noc, mimo że goniłem za nim z chęcią mordu nadal nie mogłem go całkowicie odczytać. Zresztą, to nie moja rola. Moją było przystosowanie się do jakiekolwiek sytuacji, nawet tej najbardziej nieprawdopodobnej i wykorzystanie jej na swoją korzyść. Tak było właśnie teraz, bo byłem niemal pewny, że snajper zechce bez skrępowania wejść we mnie… - Wiem- uśmiechnąłem się krzywo, słysząc jego stwierdzenie.
Mimowolnie przymknąłem oczy, gdy zaczął bawić się moimi wargami, a kiedy zaczął powolnie poruszać biodrami nie sposób było zdusić w sobie jakiekolwiek westchnięcia. Ponadto robił to wszystko wolno i spokojnie, sprawiając mi taką przyjemność, która rozpalała całe moje ciało i zaćmiła wszelkie myśli. Miałem wrażenie, jakbym co sekundę miał dotrzeć do błogiego stanu, lecz to nigdy nie okazywało się właśnie tym. Jedynie słodką torturą, na skutek której nie byłem w stanie w pełni oddać jakiegokolwiek pocałunku. Czułem się jak w saunie mimo otwartego okna i padającego deszczu na zewnątrz. A może to mnie szumiało w uszach…
Błądziłem rękoma po jego plecach, ciepłej skórze i napiętych mięśniach, dopóki nie uniósł się z wyrazem twarzy i z wypowiedzeniem słów, które zadziałały niczym tabletka pobudzająca… Albo i lepiej. Niemal od razu uniosłem górną partią ciała, porzucając pogniecioną pościel za sobą, oplatając ręce na jego biodrach i poruszając swoimi w nieznacznie szybszym tempie. Podbródek wylądował na jego ramieniu, jakbym chciał przeczekać nagły przypływ gorąca na mojej twarzy. Zamiast tego uniosłem lekko głowę, by po chwili przygryźć jego płatek ucha…
- Nie rób takiej miny… - wychrypiałem, mrużąc nieznacznie oczy – Bo mam ochotę z powrotem cię przykuć i sprawić, że na drugi dzień nawet nie poruszysz tyłkiem- dokończywszy, zacząłem śledzić ustami linię jego szczęki, by tuż po chwili ponownie wessać się w jego usta, gniotąc drapieżnie jego wargi i porywając język w żarłoczny taniec. Moje dłonie zjechały na jego pośladki, przerywając jakikolwiek ruch bioder z mojej strony, bym po chwili uniósł się z brunetem i zmienił naszą pozycję o sto osiemdziesiąt stopni. Sprawiłem, by ułożył swoje nogi na moich barkach, zaś ręce położyłem po obu stronach jego brzucha, by w następnym momencie wbić się w niego równie mocno, co wcześniej. Za każdym razem robił minę, która podnosiła mojego penisa do pionu nawet, kiedy miałem już wrażenie że po prostu nie mam siły. Poruszałem się w nim szybko, tym razem kontrolując tempo i doprowadzając do płynnego tańca, prędko tracąc poczucie czasu. Nie mogłem jednak zignorować jego prącia, który naprężony, z każdym moim ruchem zahaczał o dolną partię mojego brzucha, który zaś w wewnątrz rozpuszczał się od gorąca. Za każdym razem to było równie niesamowite, co uzależniające, zaś instynkt ignorował wszelkie polecenia i rozsądek, podporządkowując się wyłącznie żądzy. Gdy byłem u kresu wytrzymania zacząłem pieścić jego członek w tym samym tempie i wpatrując się głęboko w jego niewyraźne oczy, próbowałem odgadnąć, kiedy był już u kresu wytrzymania. I chociaż intuicja nie była moją dobrą stronę, doświadczenie wręcz przeciwnie i to dzięki niemu zdołałem wytrysnąć w tym samym czasie, wydając z siebie jeden z najbardziej zawstydzających dźwięków w swoim życiu i odczuwając orgazm na całym ciele.



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Moka
Pierwszy stopień wtajemniczenia



Dołączył: 20 Sie 2014
Posty: 55
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pon 0:02, 25 Lip 2016    Temat postu:
 
<center></center>
Posłuchał mnie. Niemal od razu poderwał się do góry, gotów do kolejnej, szalonej rundy. Zamruczałem z zadowoleniem, oplatając ręce wokół jego szyi, samemu wciąż się poruszając. Dotykał mnie w taki sposób, że nawet nie chciałem sobie wyobrażać jak żenująco musi wyglądać moja twarz. Jego słowa jedynie utwierdziły mnie w przekonaniu, natomiast ta groźba... Cholera, byłem przekonany, że pozwoliłbym mu na to. Co on ze mną robił? Nienawidziłem tego. Nienawidziłem tego braku kontroli nad swoim ciałem, gdy Einar był tak blisko. To powinno być karalne, zabronione. Po co on w ogóle to zaczynał? I czemu mu uległem? To było takie silne, że nie mogłem się temu przeciwstawić. Temu, jak bardzo chciałem czuć go całą powierzchnią ciała, każdym skrawkiem, wszędzie. Pochłonęły mnie jego usta, jego dłonie, sprawne palce bezlitośnie zaciskające się na mojej skórze, każdy dotyk, tak pewny i intensywny.
— Nie — sapnąłem, oblizując górną wargę — nie przestawaj. — dokończyłem, gwałtownie łapiąc powietrze. Czułem jak tonę w morzu przyjemności, jak przez jego pocałunki nie mogę złapać oddechu, jak płonę od każdego pchnięcia. To było niczym obłęd. Pragnąłem go tak okropnie, chociaż jeszcze przed momentem zabijałem go w myślach, czerpiąc satysfakcję z każdej boleśnie zadanej rany. Teraz jednak, boże, dopóki obchodził się ze mną w taki sposób nie miałem nic przeciwko temu, żeby żył. Jego mrukliwy, zachrypnięty głos brzmiał tak erotycznie, że każde jego słowo, nawet długo po wypowiedzeniu wciąż odbijało się echem gdzieś w głowie. I wtedy wiedziałem, że już po mnie. Czegokolwiek by ode mnie teraz zażądał, zapewne bym mu nie odmówił, nie będąc w stanie myśleć racjonalnie. Wszystkie myśli dotyczyły tylko jego, nie mogłem się od tego odciąć, skupić się na czymś innym. W tamtej chwili był tylko on. Jego ciało, swobodnie poruszające się w jednostajnym tempie. Moje westchnięcia przecinały powietrze, palce mięły prześcieradło, szarpiąc za cienki materiał, ciało wyginało się w łuk, za każdym silniejszym ruchem jego bioder, mój wzrok błądził po jego twarzy, chłonąc każdy szczegół jego idealnie zarysowanej szczęki, jego kości policzkowych, cudownie odurzonych, ciemnych oczu. I kiedy już czułem całym sobą jak dochodzę, jak od pieszczot pali mnie skóra, przyciągnąłem mężczyznę, ustami zduszając jego jakże głośny, podniecający jęk, który wnet ucichł całkowicie pod naporem mojego języka. Mógłbym się z nim pieprzyć na okrągło a i tak nie miałbym dość. Miałem wrażenie, że wszystko z nim jest dwa razy bardziej wyraźne i intensywne niż zazwyczaj, tak bardzo działał na moje zmysły, tak cholernie chciałem to kontynuować. To było dla mnie za mało, wciąż za mało, nie mogłem mu pozwolić na koniec, na przerwę. Wysunąłem się spod jego ciała, aby zaraz znaleźć się tuż za nim, wsuwając dłoń w jego włosy i ciągnąc go w swoją stronę, aby przylgnąć wargami do jego karku, na zmianę liżąc i gryząc ten podatny na każdą pieszczotę fragment ciała. W ślad za ustami powiodła wolna ręka, gdy zjeżdżałem nimi niżej, wzdłuż linii kręgosłupa, a każde z ugryzień pozostawiało swój ślad na jego skórze, piekąc bolesną słodyczą. Pchnąłem go z powrotem na prześcieradło, tym razem łapiąc za każdy z jego pośladków i naciskając na nie całą powierzchnią swoich rąk.
— Doigrałeś się. — mruknąłem, wchodząc w niego nagle, wręcz błyskawicznie. Mój każdy ruch był płynny a zarazem energiczny, wbijałem się w niego raz po raz, przygwożdżając do posłania i nie dając czasu na jakąkolwiek reakcję. Naciskałem paznokciami na jego skórę, odrywając dłonie jedynie po to, aby z głośnym plaśnięciem uderzyć w każdy z pośladków. I chociaż dominacja Einara wyjątkowo mi się podobała to nadal niezwykle trudno było całkowicie mu się podporządkować. Seks był swoistą walką, pokazem siły, umiejętności, górowaniem jednego nad drugim. Ciężko było nie zapatrywać się na to w taki sposób. Wyszedłem z niego dopiero w chwili, kiedy czułem, że byłem już blisko, aby obrócić go przodem do siebie przystawiając mój członek do jego, trąc jeden o drugiego i gładząc oba wewnętrzną stroną dłoni. Ręka zacisnęła się mocniej, w momencie, w którym wytrysnęliśmy, po wszystkim jeszcze przez krótką chwilę masując je po całej długości. Zniżyłem się trochę, aby móc przejechać dokładnie językiem po jego końcówce, tym samym usuwając nadmiar lepkiej substancji. Wtedy toteż wyprostowałem się, oddychając ciężko.
— Masz dość? — spytałem szeptem, odgarniając niezbrudzoną dłonią jego włosy do tyłu.



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Moka dnia Pon 0:04, 25 Lip 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Tweenty
OTAKU
OTAKU



Dołączył: 16 Sie 2014
Posty: 79
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z Wenus
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 0:30, 30 Lip 2016    Temat postu:
 
<center>Einar</center>
To, że on w ogóle miał jeszcze tyle siły było godne pochwały. Bardziej dumny jednak byłem ze swoich pośladków, które dały radę wytrzymać napór, jakie zaserwowały im ręce Isaiasa… Gorzej z przeklętą chcicą, która na nowo przyćmiła mi mózg. Prawdzie mówiąc nawet nie próbowałem z tym walczyć, a będąc ustawiony naprzeciwko łóżka, zanurzyłem twarz w ciepłej, delikatnie wilgotnej pościeli, która po chwili zdusiła mój jęk, kiedy wszedł we mnie bez żadnych skrupułów. Zacisnąłem mocno usta, które po chwili ułożyły się w cienką linię, zaś oczy chciały wyjść z orbit. Jego przyrodzenie, choć widać było że nie należało do tych małych to cóż, okazał się dla mnie o wiele większy niż myślałem. Myślałem że zwariuję, a dysząc prosto w kołdrę powoli zaczynałem się obawiać, że się uduszę. Zdecydowanie byłaby to dosyć kompromitująca śmierć, o wiele bardziej niż bycie uśmierconym przez te pudła w magazynie. Kwestia kilkunastu sekund i podzieliłbym los Hanki Mostowiak…
Wszelkie myśli, te ironiczne i całkiem poważne rozproszyły się, a w głowie pozostała jedynie informacja, jak jego członek we mnie pulsuje, jak penetruje moje wnętrze, badając każdą tkankę, iż poczułem że moja prywatność została pogrzebana na wieki. Choć moje ciało do tej pory było uśpionym wulkanem, teraz się przebudzał, na taką skalę, iż wszelkie dotychczasowe doświadczenia i wspomnienia spaliły się, nie pozostawiając po sobie nawet popiołu. Teraz liczyła się jedynie ta chwila, w której jednocześnie pragnąłem pozostać na wieczność, czując tą wszechogarniającą ekstazę, z drugiej zaś strony pożądałem jego dojścia, sprawiając że zostałbym wzdłuż i wszerz oblany lawą. Kurwa, ile to już minęło? Pięć minut, czy już będzie świtać? Kurr, pieprz mnie, Isaias! Nawet nie mogłem tego wydusić.
Patrzyłem na nasze przyrodzenia tuż po tym jak mnie obrócił, a chwila z którą doszedłem uświadomiła mnie, że nie chciałbym być teraz w innym miejscu niż to. Teraz dokładnie sobie przypomniałem, bo chociaż w szpitalu dzień w dzień wyobrażałem sobie z rozkoszą jak go łamię, nie raz i nie dwa stawała mi przed oczami właśnie taka scena. Uśmiechnąłem się krzywo, gdy jego usta tknęły wrażliwą skórę mojego kutasa. Wiele razy wyobrażałem sobie, jak we mnie wchodzi, jak on podporządkowuje mi się po całości. To było chore, zdecydowanie popieprzone…
Wziąłem głęboki wdech, gdy uniósł głowę, zadając mi pytanie. Przez chwilę wpatrywałem się w jego oczy i kompletnie nie chciało mi się odpowiadać. Nie byłem pewny czy głos bez problemu przedrze się przez gardło i utworzy sensowną treść.
Przechyliłem się nieznacznie w jego stronę, układając swoje wargi na jego, spokojnie i wolno, lecz mocno, jakbym chciał wywrzeć sobie w pamięć smak jego ust, ich miękkości, ciepła, czy wilgoci. Wkrótce mój język wsunął się głębiej, lecz nadal jakby w zwolnionym tempie, przejeżdżając nim po szkliwie zębów i spotykając się z jego językiem dopiero wtedy, kiedy sam wstałem, unosząc również Isaiasa. Byłem zmęczony, a ciemnowłosy wcale tak mało nie ważył, dlatego nie bawiłem się w chodzenie zbyt długo. Wręcz błyskawicznie, na ile tylko pozwalał mój wigor, znalazłem się z nim przy parapecie, pośrednio go tam usadzając. Z okien ciągnął chłód, który nie miał szans pokonać gorąca, jakie tkwiło i truło moje ciało, było jedynie lekkim orzeźwieniem, dzięki któremu bez problemu przycisnąłem snajpera do szyby, dając mu odczuć zimną powierzchnię na rozpalonej skórze. Mój członek zaczął powolny spacer po wewnętrznej części jego uda, kończąc na kroczu, kiedy to moja twarz doznała przyjemności nie tylko przez całowanie go, ale i zimne krople z zewnątrz. Jego westchnięcia dudniły mi w uszach, zagłuszały deszcz, siebie praktycznie nie słyszałem, chociaż byłem pewien, że nie zdołałbym pozostać cicho. Uśmiechnąłem się lekko, odsuwając się na kilkanaście centymetrów i zniżając. Wysunąłem język, wpatrując się jego oczy i trąciłem nim żołędzia jego prącia, następnie dolną część trzonu i tak bawiłem się przez kilka sekund. Bo chociaż chciałem się pobawić Isaiasem z początku, teraz naprawdę pragnąłem jego kutasa w ustach… Shit.
- Jak spadniesz to koniec zabawy- mruknąłem bardzo cicho, szybko wyjaśniając zasady, by następnie zanurzyć jego prącie w sobie, zwilżyć swoją śliną, pieścić swym językiem i katować kontaktem ze swoim gardłem. Po krótkim czasie przyśpieszyłem, przymykając oczy i chwytając niezwykle delikatnie za mosznę, mając jednak nadzieję że…
Ktoś puka? Czy ktoś właśnie napierdala w drzwi? Jether? To było nazwisko Isaiasa? Nie mogli przyjść, jak go miałem zamiar torturować?
Uniosłem wzrok , czując jak mokre kosmyki błądzą po moim czole. Wyczekiwali go, wiedzieli już że coś jest nie tak… Nie przestawałem go ssać, jednak wyczekiwałem, co zamierzał zrobić.



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Moka
Pierwszy stopień wtajemniczenia



Dołączył: 20 Sie 2014
Posty: 55
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 20:27, 11 Sie 2016    Temat postu:
 
<center></center>
Spodziewałem się odpowiedzi, zwięźle wyrażonej chęci kontynuowania bądź też jej braku, lecz zamiast tego dostałem coś o wiele bardziej przekonującego. Jego usta, leniwie napierające na moje, z prawdziwą pasją i zaangażowaniem były wystarczającym potwierdzeniem na to, że nie chciał jeszcze kończyć. Musiałem przyznać sam przed sobą, że ten pocałunek był cholernie gorący i ciężko było w tamtej chwili myśleć o czymkolwiek innym niż o jego wargach, które tak łaknęły moich. Dlatego też porządnie się zdziwiłem w chwili, w której poczułem jak mnie podnosi, a moje ciało traci kontakt z pościelą. Wbiłem w niego zaskoczone spojrzenie, nie bardzo wiedząc co zamierza zrobić, jednocześnie oplatając nogi wokół jego ciała i wczepiając dłonie w szerokie ramiona. Einar przeszedł przez pokój i wnet poczułem jak ląduję na parapecie, a mężczyzna całym sobą dociska mnie do zimnej szyby. Syknąłem, gdy plecy zetknęły się ze szklaną, nieprzyjemnie chłodną powierzchnią, na własnej skórze odczuwając jak duża jest to różnica temperatur. Jednakże szybko przestałem zwracać na to jakąkolwiek uwagę, w momencie kiedy znów we mnie wszedł. Z gardła wydobywały się krótkie, urywane westchnięcia i chociaż próbowałem to ograniczyć, tym razem zupełnie mi się to nie udawało. Kontrola nad własnym ciałem zazwyczaj przychodziła mi bez trudu, lecz przy nim... sprawiało mi to tak potworny problem, że przestałem poznawać samego siebie. W chwili, w której się ode mnie odsunął, a jego język przemknął po moim członku przełknąłem ślinę poruszony, jednocześnie ściskając dłońmi brzegi parapetu. Dalsze, coraz intensywniejsze pieszczoty sprawiły, że zacisnąłem zęby, a poddawana przyjemnościom skóra zaczęła płonąć odurzającym płomieniem. I wtedy jego usta przyspieszyły, a ja poczułem jak na nowo tracę nad sobą panowanie.
— Poczekaj — jęknąłem skołowany, opierając bezwiednie głowę o szybę. — Eina–ah... — westchnąłem, odrywając dłoń od parapetu i wędrując nią w stronę jego twarzy. Palce przejechały wzdłuż jego polika, opuszki gładziły ciepłą skórę, przemknęły przez jego wilgotne czoło, a skończyły na powolnym mierzwieniu włosów, wślizgujących się między palce.
I nagle – cały urok chwili poszedł się jebać. Ktoś uporczywie zaczął łomotać w drzwi, najwyraźniej chcąc stracić rękę, bo po tylu walnięciach z radością bym jej kogoś pozbawił. Ale wtedy usłyszałem swoje nazwisko, rozpoznając ten mocny, kobiecy głos, który przebijał się przez zamknięte wejście. Czekała na tyle długo, aby dojść do wniosku, że coś tu nie gra. Najprawdopodobniej barman wyśpiewał co widziały jego oczy, kiedy pomachała mu spluwą przed nosem i takim oto sposobem znalazła się tutaj. Uparta kobieta. Szkoda tylko, że trochę się nie pośpieszyła. Bardzo kurwa szkoda. Zawzięcie wpatrywałem się w tamtym kierunku, nie bardzo wiedząc co mógłbym zrobić, gdy wtem – zamek od drzwi został przestrzelony, a do pomieszczenia wparowała niska kobieta z burzą blond włosów. Na jej twarzy malowało się potężne zirytowanie, lecz w chwili, w której zobaczyła mnie... w takich a nie innych okolicznościach... zdenerwowanie ustąpiło miejsca takiemu szokowi, że gdyby lufa pistoletu nie była skierowana w moją stronę zapewne parsknąłbym śmiechem. Roztaczała wokół siebie aurę niewzruszonej i wydawałoby się, że nic nie ma na nią większego wpływu, a tu proszę. Kiedy fala oszołomienia minęła odchrząknęła znacząco, wbijając we mnie wyjątkowo wkurwione spojrzenie.
— Jether — odezwała się spokojnie, lecz wiedziałem, że jest to tylko cisza przed burzą. — Co Ty do chuja pana odpierdalasz?! — ryknęła, wymachując giwerą. Sam naraz poczułem jak wzbiera we mnie gniew, bo gdyby to babsko przylazło tutaj kilka minut wcześniej do tego by nie doszło. Odsunąłem się naraz od Einara, wstając na równe nogi, zupełnie nie przejmując się tym, że sterczałem przed nią całkiem nagi. W końcu co raz oczy widziały tego nie zapomną, więc co za różnica czy popatrzy na mnie pięć sekund czy pięć minut.
— Czekanie zaczęło mnie nużyć, więc postanowiłem znaleźć sobie zajęcie. — wyjaśniłem krótko, wzruszając ramionami. Zdałem sobie sprawę, że tłumaczenie jej, że groziło mi niebezpieczeństwo i przed momentem mężczyzna, który ssał mi drąga próbował zapierdolić go paralizatorem brzmi niezbyt wiarygodnie, więc wolałem przemilczeć tą kwestię. Poradzę sobie kurwa sam.
— Mam ochotę urwać Ci jaja — wysyczała przez zaciśnięte zęby, na moment przenosząc wzrok na wymienioną przez nią część ciała.
— Ty też??? — spytałem retorycznie, wędrując spojrzeniem do stojącego obok mężczyzny, który jeszcze niedawno w ten sposób próbował zmusić mnie do gadania.
Kobieta zabiwszy mnie oczyma co najmniej tysiąc razy odwróciła się na pięcie, wychodząc i zamykając za sobą drzwi z przeszywającym hukiem. Cała ta rozmowa była pozbawiona sensu, a gdyby potrwała jeszcze dłużej – całkiem niewykluczone, że pistolet kobiety wystrzeliłby w tym pokoju jeszcze raz, więc chwała jej, że polazła w cholerę. Westchnąłem ciężko, jak gdyby wymiana zdań między mną a Megan była paskudnie wyczerpująca, następnie odwracając się w kierunku Einara. Oblizałem dolną wargę, sięgając dłonią do jego twarzy, aby za moment zostawić na niej gorący, bolesny ślad.
— Idę pod prysznic, cwelu. — oświadczyłem ze słodkim uśmiechem, sięgając po leżące nieopodal ubrania i ruszając w stronę pomieszczenia obok. Po krótkim odświeżeniu się i błyskawicznemu ubraniu powróciłem do towarzystwa znienawidzonego sekskolegi–zabójcy.
— Mów co chcesz wiedzieć. Im szybciej Ci pomogę, tym prędzej się od Ciebie uwolnię. — rzuciłem, siadając w fotelu i bawiąc się pozostawioną na etażerce zapalniczką.



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Moka dnia Czw 20:35, 11 Sie 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Tweenty
OTAKU
OTAKU



Dołączył: 16 Sie 2014
Posty: 79
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z Wenus
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Czw 0:28, 25 Sie 2016    Temat postu:
 
<center>Einar </center>
Lubiłem jak wymawiał moje imię ze swoim charakterystycznym akcentem, wykorzystując przy tym przeróżne dźwięki, jak chociażby to westchnięcie, które jeszcze na długo pozostało w mej głowie. Podobało mi się odkrywanie jego reakcji na dane sytuacje, jego wstrzemięźliwości, której nie posiadał, uważnie badałem jego najbardziej wrażliwe punkty, czując satysfakcję za każdym razem, kiedy takie odnajdywałem. Uwielbiałem się przypatrywać jak jego mimika twarzy się zmienia, w oczach odnajdywałem potwierdzenie na to, jak bardzo mu się to wszystko podoba, jak czasami po prostu nie pozostaje mu nic innego, jak poddać się chwili.
Dlatego chciałem zrobić jeszcze jedną rzecz… Jedną do końca, zanim nie wpadło tutaj to babsko. Odsunąłem się z pomrukiem niezadowolenia, kątem oka wpatrując się na jej zdezorientowaną twarz i lufę, prosto skierowaną do mnie. Przynajmniej do czasu, bo chyba dziunia się troszkę zapomniała i zaczęła dyskusję z… panem Jetherem, kierując na niego swoją broń. Ah ten nowoczesny flirt. Usiadłem na łóżku, nic sobie nie robiąc ze swojej nagości, w końcu mój mały drapieżnik nie był aż taki mały… I te jej maniery. No jak miło. A gdzie tu prywatność?
Ale koleżanka Isaiasa nie była chyba zwykłą panienką. Mając niewyparzoną japę, grożąc dobremu snajperowi i świecąc dużym biustem, prawdopodobnie D… no, może na przełomie z C w eleganckim kombinezonie, cóż, wydawała się całkiem niezłą dupką.
Urwać mu jaja? Ciekawe co potem z nimi zrobi. Ale jej wściekłość była zabawna i aż z zaskoczeniem musiałem stwierdzić że podobała mi się ich rozmowa. Jakby sobie do gardeł skoczyli to byłoby zajebiście. Jednak po chwili już było po wszystkim. Poszła. A szkoda, może bym jej coś zaproponował. W końcu mam dwie walizeczki do usług, uroczo prawda?
Westchnąłem, gdy znów zostaliśmy we dwoje, chociaż już właściwie było za późno. Opadł. Nie lubił hałasów, co poradzić…
Podłapałem spojrzenie ciemnowłosego, który językiem błądził po swojej wardze, która na nowo zaczęła mnie kusić. Miałem ochotę złapać ją zębami, nadgryźć, oblizać… I chociaż nigdy bym mu tego nie przyznał, snajper był jednym z niewielu od którego od samego patrzenia mógłby mi stanąć.
Moja twarz gwałtownie, niespodziewanie przechyliła się nieznacznie w bok, a ja dopiero po pewnym czasie zdałem sobie sprawę, co się wydarzyło. Byłem byłym bokserem, takie uderzenie mógłbym porównać do załaskotania, jednak sam fakt wzburzył we mnie negatywne emocje i był powodem dla którego posłałem mu mordercze spojrzenie. On zaś odpowiedział uśmiechem i zadowolony z siebie, jak wieśniak z obfitymi plonami ziemniaków, ruszył w stronę łazienki. Bez zastanowienia klepnąłem go mocno w tyłek, by następnie podejść do stolika z whisky. Nadal była tak samo wstrętna, jak wcześniej, jednak tym razem do przełknięcia. Jak? Sukinsyn jeden wie. Usiadłem gwałtownie na fotelu, lustrując pomieszczenie w poszukiwaniu swoich ubrać. Ja pierdolę… Zwykły plaskacz zadziałał na mnie tak, jak nie powinien...
Kilkanaście minut później już ubrany, zerknąłem na ciemnowłosego, przygotowanego do odpowiedzi niczym uczeń, gotowy na każdą ocenę byle już tylko pójść do domu. Przymrużyłem oczy, patrząc na zapalniczkę. Ciekawe czy podpalił kiedyś budynek… Jeżeli tak to bym miał się w końcu z kim wymienić wrażeniami.
- Więc może na początek… Kim jest ta blondi? Jeśli takie macie w swojej organizacji to może i bym się przeszedł i włamał… Nawet złapanie nie wydaje się tak czarnym scenariuszem- mruknąłem, uśmiechając się krzywo.
- Chcę wiedzieć o każdym zabezpieczeniu, o kodzie, bądź jak je zdobyć i odblokować. Chcę wiedzieć o każdym fiucie, który pełni ważną rolę w zabezpieczeniach. O pułapkach i właściwie o wszystkim co w tej główce tam masz, a co będzie dla mnie potrzebne do przechwycenia kodu. Palisz?- spytałem, otwierając paczkę mentolowych Malboro.



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Moka
Pierwszy stopień wtajemniczenia



Dołączył: 20 Sie 2014
Posty: 55
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 23:36, 09 Wrz 2016    Temat postu:
 
<center></center>
— Uważaj, bo przez te snucia jeszcze dojdziesz. — skwitowałem jego słowa z półuśmieszkiem bezwiednie błąkającym się na wciąż zaczerwienionych ustach. — Megan. — wyjawiłem jej imię. — Ale nie sądzę, aby Twój pistolet zainteresował ją bardziej od tego, który przed chwilą trzymała w rękach. — spojrzałem na niego z ukosa, nie przestając samoistnie się uśmiechać. — Ale jeśli bardzo chcesz to mogę kiedyś zrobić jej znienacka kilka zdjęć i Ci je wysłać. Będziesz mógł fapać do woli. Oczywiście nie zrobię tego bez pomocy telefonu, więc mam nadzieję, że w tej kwestii się dogadamy. — podrzuciłem zapalniczkę do góry, posyłając mu wymowne spojrzenie. Wiedziałem, że Einar komórki mi nie odda, inaczej okazałby się skończonym idiotą, ale próbować nie zaszkodzi. Tym bardziej jeśli po drodze mogę go zjechać z góry do dołu.
Mężczyzna dopiero po chwili zaczął zadawać konkretne pytania, szczególnie to ostatnie było jak najbardziej na miejscu. Wzruszyłem niedbale ramionami, wychylając się nieco poza swój fotel, aby móc sięgnąć ustami do trzymanej przez niego paczki. Złapałem zębami najbardziej wysuniętą fajkę, powracając do wcześniejszej pozycji. Odpalana zapalniczka wydała charakterystyczny trzask a sekundę później niewielki płomień lizał końcówkę papierosa. Zaciągnąłem się porządnie, wypuszczając dym dopiero po dłuższym przetrzymaniu go w płucach.
— Łoooooooł, zwolnij koleżko. — mruknąłem, masując skroń palcami, w której nie trzymałem fajki. — Chyba nie sądzisz, że wszystko wiem. — "a nawet jeśli bym wiedział to bym Ci nie powiedział" aż chciałoby się rzec. — Ale ze mną pod ręką nie nawalisz, o to możesz być spokojny. — zapewniłem, podnosząc się z fotela. — Zabezpieczeniami zajmę się ja, a Ty... wystarczy, że użyjesz broni wtedy kiedy będzie trzeba. Nie ma w tym większej filozofii. — sarknąłem, powolutku przechodząc wzdłuż pomieszczenia i zatrzymując się tuż przed drzwiami, o które oparłem się plecami, niedyskretnie zerkając na znajdującą się na wyciągnięcie ręki klamkę.
— A więc teraz już tym bardziej zdajesz sobie sprawę, że... nie możesz mnie zabić. Wiem, że jesteś w siódmym niebie. — prychnąłem, unosząc fajkę do ust.



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Tweenty
OTAKU
OTAKU



Dołączył: 16 Sie 2014
Posty: 79
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z Wenus
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Śro 19:46, 14 Wrz 2016    Temat postu:
 
EINAR

Hm, cóż, po tak intensywnym wysiłku fizycznym raczej niemożliwym było dojście po samych snuciach… Wkrótce zdradził mi jej imię i pasowało ono wyjątkowo dobrze do zgrabnej kobiecinki, która zapewne już dawno opuściła ten budynek z intensywną rządzą mordu.
- Mówisz? Ja wiem, że blondynka ale chyba potrafi rozpoznać, który pistolet jest wart więcej uwagi…- mruknąłem kąśliwie, odstawiając szklankę z whisky i sprawdzając obecność wszelkich dokumentów i urządzeń. Właściwie to Isaias przypomniał mi o dosyć ważnej kwestii, którą niemal od razu postanowiłem załatwić. Wygrzebałem jego telefon, zdejmując jego klapkę i oddzielając baterię, by następnie uśmiechnąć się do snajpera z ostrzeżeniem w oczach. No jakiś on zabawny, powiedziałby kto…
- Preferuję real niż telefoniczne randevu- odpowiedziałem mu, pomimo że po niektórych spotkaniach i tak dostawałem różnorodne sesje, a jako że czasami przydałoby się docenić wysiłek innych to je przeglądałem… Co do niego... Czy wie wszystko? Na pewno nie, ale przecież lepiej wymagać więcej niż potem dostać zbyt mało. Podałem mu papierosa, by w następnej chwili odpalić swojego i zaciągnąć się ze znaną mi już przyjemnością. Przejechałem lewą dłonią po kilkudniowym zaroście, przyglądając się jego pewnej siebie osobie. Czy seks na zgodę rzeczywiście wszystko załatwiał, czy on tak z natury milutki? Musiałbym być idiotą aby uwierzyć, że jest taki chętny do pomocy i że niczego nie kombinuje… W jego oczach jednak nie było cienia strachu i nie uciekał wzrokiem… Czyli mam do czynienia z doskonałym kłamcą- cudownie. Niemalże jakbym znowu grał w tą gierkę prawda, czy fałsz, tyle że na odpowiedź musiałem poczekać o wiele dłużej. I niech aniołki Charliego mają go w opiece, jeśli okaże się ona fałszem. Westchnąłem, obserwując, jak niemalże przykleił się do drzwi. W tej chwili miałem przewagę, nie tylko dlatego że bez broni raczej miał ze mną kiepskie szanse, a również ze względu na znajomości. Akurat w ucieczce gościu jest dobry, dlatego należało się przygotować na każdą ewentualność. Gorzej będzie później, a to głównie ze względu na marne konsekwencje jego kapitulacji… Nie dało się tak po prostu odkryć jego słabych punktów.
Uśmiechnąłem się krzywo, jednocześnie wydychając ostatnią porcję dymu, zanim nie zgasiłem papierosa.
- Masz rację, nie mogę cię zabić. Jesteś mi... potrzebny- odparłem, poszerzając drwiący uśmiech i wpatrując się w Isaiasa wyzywającym wzrokiem.
- Nie wiem jak ty, ale ja proponowałbym się przespać. Kto wie, jak potoczy się misja, a nie wykluczam zarywania nocy- mruknąłem, ponownie ściągając z siebie ciemny podkoszulek i idąc w stronę łazienki. A niech próbuje skurwysyn wiać, mimo że go ostrzegałem…
W łazience pierwsze co zrobiłem to pozbyłem się baterii, traktując ją niczym martwą złotą rybkę, by następnie wejść pod prysznic. Po powrocie rzuciłem ciuchy na fotel zostawiając na sobie czarne bokserki.



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Moka
Pierwszy stopień wtajemniczenia



Dołączył: 20 Sie 2014
Posty: 55
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 0:03, 18 Wrz 2016    Temat postu:
 
<center></center>
On chciał iść spać? Tutaj? Teraz? Tak po prostu? Przy swoim wrogu, który choć przekonująco papla o przysłużeniu się sprawie tak naprawdę z chęcią wbiłby mu nóż w plecy? Postradałeś zmysły, koleś? Jeżeli są takie dni, w których niewskazane jest zmrużenie oczu to ten właśnie do nich należy. Może i byłem bez broni, a szanse na ucieczkę wynosiły mniej niż zero, ale hej, kto powiedział, że podczas snu chociażby nie uduszę go poduszką? Co prawda nigdy tego nie robiłem, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz. Kto wie czy to nie dzisiaj. Swoją drogą byłoby to całkiem zabawne. Naszprycowałem go nabojami, a wykończył go niepozorny, puchowy element pościeli. Bo w końcu zabija się sposobem, prawda? Co tam pistolet, co tam karabin, wejdziesz delikwentowi do łóżka i też wykituje.
Kto wie co stanie się dzisiaj jeżeli NIE zarwiesz nocy, pomyślałem, zachowując to jedynie dla swojej wiadomości. Milcząc obserwowałem jak mężczyzna ściąga bluzkę i rusza do łazienki. Niech Cię szlag za to ciało, chuju. Mogłeś być skurwielem nie z tej ziemi, ale wrzuty na Twój wygląd zawsze byłyby kłamstwem. Nienawidzę Cię przez to jeszcze bardziej. Zacisnąłem zęby na prawie wypalonej fajce, ze złością wypluwając ją na podłogę i depcząc podeszwą. Westchnąłem ciężko, odgarniając wilgotne po kąpieli włosy do tyłu. Ciekawe czy ta menda mówiła prawdę o czających się wewnątrz budynku wspólnikach w zbrodni, czy była to zwykła, manipulacyjna gadka. Złapałem za klamkę, powoli uchylając drzwi. Korytarz świecił pustkami, na schodach również nie dostrzegłem żadnego ruchu. Może wszyscy obstawiali wyjścia? Zamknąłem cicho drzwi postanawiając nie kusić losu i liczyć na szczęśliwy traf. I tak się od gnoja uwolnię, kwestia czasu. Dosłownie kilkunastu, kilkudziesięciu godzin. Skrzywiłem się pod nosem. Tyle będę musiał wytrzymać z tym wkurwiającym cwaniaczkiem. O ile rzecz jasna prędzej coś mu się nie stanie. A wiadomo, różnie to bywa.
Wzrokiem powędrowałem nagle w kierunku dwóch walizek, które Einar przytargał tutaj ze sobą. Czyżby...? Ruszyłem w ich stronę, co chwilę rzucając spojrzenie drzwiom od łazienki. Przystanąłem tuż przed nimi, szybko sprawdzając zapięcia. Przeliczyłem się krótko mówiąc. Facet musiałby okazać się roztargnionym debilem, żeby nie zadbać o tak ważną rzecz jak broń, którą równie dobrze teraz mógłbym wykorzystać przeciwko niemu. Mój wzrok nawet na chwilę nie zatrzymał się na wyciągniętych przez niego narzędziach, które nadawały się co najwyżej do maltretowania czyjegoś chuja. Zazgrzytałem zębami. No nic, trzeba będzie poczekać. Odsunąłem się od walizek w tym samym momencie, w którym Einar zdecydował się wyjść z łazienki.
Wizja spania z nim w jednym łóżku nie była przyjemna, nie uśmiechało mi się dzielenie posłania z kimś, kogo nie znoszę, ale na pewno nie zamierzałem przez to kończyć na fotelu albo na podłodze. Takiego wała. Ściągnąłem z siebie ciuchy, podobnie jak on, pozostawiając na sobie jedynie czerwone ( ʘ ͜ʖ ʘ ) bokserki i wślizgnąłem się do łóżka.
— Jak znajdziesz się na mojej połowie to marny Twój los. — rzuciłem hardo.



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Moka dnia Nie 0:08, 18 Wrz 2016, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Tweenty
OTAKU
OTAKU



Dołączył: 16 Sie 2014
Posty: 79
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z Wenus
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 21:23, 23 Wrz 2016    Temat postu:
 
<center>Einar</center>
Po rzuceniu ciuchów na fotel spojrzałem uważnie na Isaiasa, sekundę później zaś w głowie zaalarmowała mi głośno myśl, że on nadal jest moim wrogiem, niebezpiecznym, nieprzewidywalnym chujem i prawie nagim wcieleniem zła z oczojebnymi bokserkami, które aż się proszą. Zirytowany podszedłem do okna, by rozejrzeć się mniej więcej po okolicy, aktualnie świecącej pustkami. No może prócz dwóch jełopów, którzy pijani właśnie zmierzali dać sobie wpierdol zapewne za jakieś durne oszczerstwa. Oh, i byłbym zapomniał o Gracy, wiernie pilnującej popularnej, wschodniej latarni dzielnicy Upper East Side, która odziana w swoje sławne pończochy i ledwo zakrywająca tyłek kieckę czekała na swojego opiekuna na dzisiejszą noc. Czyżby jej się nie powodziło, czy to może ona zaczęła być bardziej wybredna? Cóż, takie czasy, że nawet kurwy się wysoko cenią. Jakże kobiety potrafią być irytujące.
- Te, panienko, spróbuj chrapać to Ci chuja zawiążę koło gardła- parsknąłem do niego, odgarniając brązowe włosy do tyłu i zastanawiając się nad planem działania. Miałem swój czas na trochę zapomnienia, ale to za trudne zadanie aby liczyć jedynie na swoje jebane szczęście i umiejętności fizyczne. Ruszaj się mózgu, ruszaj. Czy ja aby o czymś nie zapomniałem? Ziewnąłem, nie dając po sobie poznać, że coś zaprząta mi głowę i podszedłem do walizek. Wziąłem obie, by je przesunąć w mniej widoczne miejsce, bo walały się niczym skarpetki w moim domu… I właściwie po to, by odblokować mały sejfik po cichu, otworzyć jedną z nich i wyciągnąć konkretne narzędzie.
Jeśli ktoś by powiedział, że wszystko da się zaplanować i bazować na zdrowym rozsądku to by się ktoś grubo przeliczył. Oczywiście, do pewnego momentu jest to skuteczne i przede wszystkim bezpieczne, ale by zajść daleko, zdobyć coś bezkonkurencyjnie i szybko należy ponosić ryzyko i liczyć na swoje mniej czy bardziej zjebane szczęście. Otóż nie byłoby miło, gdyby Isaias mi przez te dziesięć minut umknął z pokoju, bo chociaż byli ludzie odpowiedzialni do pilnowania tego konkretnego gościa i w razie czego do zatrzymania go… Cóż, nie wiem czy daliby mu radę i czy by w ogóle go rozpoznali, biorąc pod uwagę ile minęło już godzin… Dupki pewnie się zabawiają po kątach, myśląc że robota idzie pomyślnie lub snajper jest już u boku Hadesa. Nawet nie wiem ile razy przy nich wspomniałem, że skurwiela zmiażdżę i ubiję. Cóż.
Kilkanaście sekund zajęło mi zamknięcie walizki i podejście do Isaiasa, który z pewnością się tego nie spodziewał. Instynktownie jego ochrona dłońmi tylko ułatwiła mi szybkie uchwycenie jego nadgarstka w jedno z kajdanek, zaś drugą połową zapiąłem sobie na swojej ręce. Jeszcze dwadzieścia cztery godziny temu sam bym nie uwierzył, że coś takiego zrobię. Uśmiechnąłem się do niego krzywo, zwiastując interesującą noc, podczas której już nie pomyśli o zniknięciu.
Siedziałem na skraju łóżka, kiedy niemo poruszyłem ustami w słowo „dobranoc”, następnie zgasiłem lampę i można by rzec, że przeskoczyłem szatyna, znajdując się zaraz na drugiej połowie łóżka. Ułożyłem się wygodnie na brzuchu, kładąc jedną dłoń pod zimną poduszkę, by następnie przymknąć oczy. Jego obecność obok mnie raczej uniemożliwiała mi spokojnego snu. Tyle tylko, że bardziej martwiłem się o swoją (nie)moralną część, niż o swoje bezpieczeństwo... Jego charakterystyczny zapach, wraz z wonią papierosów i jego perfum sprawiły, że raczej niedługo leżałem z opuszczonymi powiekami. Oczy zdążyły się już przyzwyczaić do panującej ciemności. Śledziłem spojrzeniem po jego łopatkach, mięśniach ramion, po szerokich barkach. Oblizałem wargi, ponownie zamykając oczy, by po kilku sekundach znowu je otworzyć. Jak ja go nienawidziłem. Moje ciało wręcz odwrotnie... Skutą dłoń pozostawiłem nieporuszoną, zaś drugą uwolniłem z łask podduszania poduszką i delikatnie, jakbym robił to jakimś listkiem, sunąłem palcem po jego linii kręgosłupa aż do lędźwiowego odcinka. Nawet nie bardzo wiem czemu, na mojej twarzy pojawił się złośliwy uśmiech. Przysunąłem się do Isaiasa, wkraczając tym samym na jego część, sunąc powolnie ustami po jego górnej części pleców aż do szyi, którą delikatnie nadgryzłem.
- Czy mój los... Będzie marny?- szepnąłem do jego ucha, dotykając go kolanem w udo.



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Tweenty dnia Pią 22:29, 23 Wrz 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Moka
Pierwszy stopień wtajemniczenia



Dołączył: 20 Sie 2014
Posty: 55
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 1:20, 25 Wrz 2016    Temat postu:
 
<center></center>
— Ciągle coś byś robił z moim chujem... Rozumiem, że to zboczenie zawodowe? — zakpiłem wbijając łokieć w poduszkę i opierając podbródek na zwiniętej pięści. Nie wiedziałem czy to zakrawało już o jakąś niebezpieczną obsesję, ale w tej krótkiej chwili naprawdę chciałem chrapać przez sen, tylko po to, żeby sukinsyna wkurwić. Uprowadza mnie, wiąże, grozi zamęczeniem kutasa i wciąż czegoś ode mnie żąda. Chyba nie sądzi, że po takim teatrzyku wszystko pójdzie jak z płatka? Uprowadziłeś złego gościa, Einar. Bardzo, bardzo złego gościa. Wkrótce się przekonasz, jak paskudnie sobie przejebałeś, ale na razie... ciesz się słodkim snem. Być może ostatnim spokojnym w Twoim życiu.
Przekręciłem się na bok, tym samym odwracając plecami do wciąż krzątającego się po pokoju mężczyzny. Chociaż nie było po mnie tego szczególnie widać, to chętnie bym się zdrzemnął. Bądź co bądź straciłem dzisiaj trochę energii, a i wytrzymywanie z tym gnojem bez próby przypierdolenia mu czymkolwiek co jest pod ręką okazuje się bardzo męczące dla mojego organizmu.
Poderwałem się z miejsca w momencie, kiedy nad uchem usłyszałem podejrzanie brzmiące szczęknięcie metalu. Zanim zdołałem się zorientować co się właściwie stało, na moim przegubie pojawiła się lśniąca obręcz kajdanek. Uniosłem na niego zdegustowane spojrzenie, pełne złowróżbnej energii. Spodziewałem się, że nie pozwoli mi zasnąć bez żadnego zapewnienia swoich rozedrganych myśli, że na sto procent nie będę chciał dać dyla, ale wciąż ciężko było mi to zaakceptować. Kiedy już myślałem, że druga z obręczy obejmie ramę łóżka, z zaskoczeniem zobaczyłem jak ta z brzękiem zakleszcza się na nadgarstku Einara. No ładnie. Bo już nie wystarczył mu fakt, że będziemy spać w jednym łóżku. Chciał nas jeszcze bardziej połączyć. Sorry Einar, ale chyba już wolę łóżko. Łóżko przynajmniej nie chce mnie pozbawić genitaliów. Na niemo wyszeptane "dobranoc" zareagowałem ostentacyjnym prychnięciem, starając się za bardzo nie pokazywać jak w środku trzęsłem się ze złości i z jaką ochotę przegryzłbym mu tętnicę. Wytrzymaj Isaias, potraktuj to jako test na umiejętność panowania nad gniewem. Pokaż jak dobrze Ci to wychodzi. Wypuściłem powoli powietrze z płuc, zduszając wewnątrz siebie chęć rzucenia się na niego ze stojącą na komodzie lampą. Wyciszyłem się i w końcu zamknąłem oczy, aby wreszcie zasnąć. Z całą mocą starałem się ignorować fakt, któż to leży obok. Będąc odwróconym plecami nie widziałem go i pod tym względem było to bardzo pomocne.
Kiedy sen już zaczął wkradać się do mojego umysłu subtelny dotyk ciągnący się przez mój kręgosłup momentalnie mnie rozproszył. Co on wyra-? I wtedy poczułem jak jego ciepłe usta przylegają do skóry na moim karku, a ja próbuję udawać, że to nie jest tak bardzo przyjemne jakby chciał, żeby było. Wargi zmierzają wyżej, każdy kolejny pocałunek sprawia, że mam ochotę na powtórkę z naszej zabawy, wreszcie usta zatrzymują się na szyi, a zęby łagodnie wbijają się w skórę.
— Nhhh — westchnąłem w poduszkę, nie panując nad reakcjami swojego ciała, któremu bardzo pasował taki stan rzeczy. Kurwa. Pytanie było tylko takie – po cholerę on to zrobił?
Einar przysunął się, aby zaraz częściowo na to odpowiedzieć. Ach, więc tak. Nie tylko ja lubiłem grać na nerwach. Odwróciłem się w jego stronę, początkowo jedynie mierząc go wzrokiem, w którym kotłowała się niechęć, podniecenie, złość i niedosyt. Chwilę później wsunąłem pod kołdrę dłoń, odnajdując nią krawędź jego bokserek, którą złapałem i niedelikatnym, stanowczym szarpnięciem przyciągnąłem go jeszcze bliżej siebie. Ta sama dłoń prześlizgnęła się w górę do jego twarzy, a usta musnęły jego. Język przejechał po ciepłych wargach a zęby drapieżnie zahaczyły o ich delikatną strukturę. Wtargnąłem nim do środka, to pieszcząc wewnętrzną stronę polika, to znów z dzikością zajmując się jego językiem. Oderwałem się dopiero po dłuższej chwili, patrząc na niego z wyrzutem.
— Będzie, jeśli nie dasz mi zasnąć. — odpowiedziałem, oblizując kącik ust i odwracając się z powrotem do niego plecami. Masakra człowieku, przestań mnie prowokować. Jakbyś się jeszcze nie domyślił, że nie mam silnej woli...



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Moka dnia Nie 1:55, 25 Wrz 2016, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Tweenty
OTAKU
OTAKU



Dołączył: 16 Sie 2014
Posty: 79
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z Wenus
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 21:31, 02 Paź 2016    Temat postu:
 
<center>Einar</center>
Tak, niby sam zacząłem z nieodpartą chęcią go przed snem rozdrażnić, jednak nie mogłem przyznać, że to wszystko nie wznieciło mojej chęci powtórzenia zabawy. Czy to wcześniejsza surowo przestrzegana wstrzemięźliwość, czy zapach żelu pod prysznic… Nie mogłem powstrzymać ust, które wygięły się w szerokim uśmiechu, kiedy tylko usłyszałem jego westchnięcie, które bezskutecznie próbował schować w poduszce. Nie zignorował tego, choć właściwie czegoś takiego się spodziewałem- totalnej olewki. Sam nie wiem co bym wtedy poczynił: kontynuował, powrócił na swoją stronę, czy pozostał w obecnej pozycji, która mimo wszystko była naprawdę wygodna. Spojrzałem w oczy Isaiasa, będąc rozbawiony ale i również skupiony, gdyby przypadkiem sukinsyn zechciał coś odpierdolić. Nie zdążyłem zareagować na jego ruch, przez który znalazłem się jeszcze bliżej ciemnowłosego, czując niemal jego skórę na swojej i ciepło bijące z jego ciała. Nie wiem czy zdawał sobie sprawę, iż nie nosiłem ubrań z grafenu, czy ze stali i że z jego siłą szwy łatwo mogły pójść w pizdu… Najwyżej by się użerał potem ze świadomością, że leży koło wolnego zwierza. Poczułem delikatny dotyk jego ust na własnych wargach , a ja nie miałem zamiaru sprzeciwiać się pogłębionemu pocałunku. W tak prosty sposób można było wywołać u mnie doznania, które bez wątpienia mogły uzależnić każdego. Odpowiedziałem na jego ruchy, siłując się namiętnie z jego językiem i stawiając sobie pytanie w myślach: „ co zamierza?” Wkrótce przerwał, posyłając w moją stronę niemal ostrzegające spojrzenie, po którym odwrócił się do mnie plecami. Buziak na dobranoc? Heh, jakże ma szczęście, że był do mnie przypięty, inaczej nie mógłbym zagwarantować, że nie znalazłby się na podłodze… Oblizałem wargi, zapamiętując smak pocałunku, by następnie odwrócić się w swoją stronę i ułożyć w miarę wygodnej pozycji.


Siódma zero jeden nie była moją ulubioną porą do wstawania, szczególnie kiedy budzisz się całkowicie odkryty, podczas gdy twój koleżka przywłaszczył sobie kołdrę niczym VIP i wielki książę od siedmiu dup. Spojrzałem na niego spode łba, czując jak poranny chłód zapowiada mi cudowny dzień. Mimo że miałem ochotę mu zaserwować orzeźwiającą pobudkę, po cichu wyciągnąłem spod prześcieradła mały, metalowy kluczyk, by następnie uwolnić się z kajdanek, nie pozostawiając Isaiasa oczywiście bez opieki. Kiedy skułem go do łóżka, mając w nosie, czy się obudzi, wstałem z ogrzanej pościeli, mierzwiąc jeszcze bardziej potargane włosy. Złapałem wczorajsze ubrania, nie powstrzymując się od ziewania i zmierzyłam ku łazience, czując nieposkromioną potrzebę odlania się. Z naturą nie wygrasz.
Po kilkunastu minutach szykowałem wszystko do wyjścia, przegrzebując walizki i zaopatrując się w wierny Desert Eagle, którego grzechem było nie mieć przy sobie. Przejrzałem wiadomości w komórce, upewniając się, że pora niedługo wyjść. Zerknąłem na Isaiasa, który od pewnego czasu już nie drzemał, a był widocznie zirytowany jego sytuacją przykucia do łóżka. Deja vu z wczoraj? Nie potrzebowałem przeszukiwać jego ubrań, bowiem każdą niebezpieczną broń pozbyłem się przed jego wczorajszym przebudzeniem z naćpania tabletkami. Patrzyłem na niego przez dłuższą chwilę z nieodgadnionym wyrazem twarzy, by następnie poddać się krzywemu uśmiechu, który wkradł się na moją twarz. Przybliżyłem się do stojącego w rogu kwiatka, z którego wyciągnąłem mały, czarny chip, który do tej pory idealnie kamuflował się z ciemną, suchą ziemią. Że też ten kwiatek jeszcze żył…
Podszedłem do ciemnowłosego, uważnie pokazując mu małe urządzenie, które mogło o wiele bardziej zadecydować o potoczeniu się przyszłych spraw.
- Nie wiem czy rozpoznajesz… Ale chciałbym abyś wiedział, że nie będzie mi się chciało ganiać za Tobą oczu non stop ani zakuwać w kajdany. Twoja blondi też nie wiem czy jest dla ciebie warta tej całej sprawy, jednak… Jak myślisz, co powiedziałby szef, gdyby usłyszał nagranie jak decydujesz się pomóc wrogowi? Że jesteś gotów zdradzić i nic cię nie obchodzi byle byś obronił swoją egoistyczną dupę, hę?- mruknąłem, mając nadzieję, że zrozumiał wszystko, bowiem drugi raz powtarzać nie miałem zamiaru. Tuż po tym schowałem chip w odpowiednie miejsce do walizki, obie zamknąłem i odstawiłem pod ścianę. Przez okno widziałem jak w pobliżu parkuje czarny Chevrolet Camaro i wtedy właśnie uznałem, że czas odpiąć przyjaciela.
- Wyjdziemy tylnym wyjściem. Z nimi spotkać się nie możemy, są przy stałej obserwacji- wyjaśniłem pokrótce, możliwe że uprzedzając jego pytanie. Przymrużyłem oczy, obserwując ich z góry, jak jeden po drugim wysiada niczym gangsterska grupa. Aktualnie w tym miejscu działo się zdecydowanie zbyt wiele rzeczy, przechodzące najmniejsze pojęcie władzy, jednak doskonale wiedziałem, że dopiero co przybyli goście byli zawodowcami od odwracania uwagi. Sięgnąłem po swoją skórzaną kurtkę, chowając w niej dokumenty i telefon, by następnie zerknąć, czy Isaias był gotowy. Wskazałem mu ruchem głowy by wyszedł pierwszy, bowiem nie trudno mi się dziwić, nadal mu w choć minimalnym stopniu nie ufałem.
Tak jak wspomniałem, wyszliśmy tylnym wyjściem, unikając możliwej kontroli i przede wszystkim kamery, by następnie wsiąść do niepozornie wyglądającego srebrnego Audi i odpalić silnik.
- Zamiast uroczo słuchać muzyki może mi opowiesz trochę o twojej organizacji? No wiesz, coś bardziej przydatnego niż to, co wam serwują na lunch- mruknąłem, odpalając radio. Po zaledwie kilku kilometrach zatrzymałem się przy okienku Mcdonalda. Nie było czasu na rarytasy i miałem nadzieję, że chłop wydziwiać nie będzie, bo w sumie jeszcze wczoraj mógł jeść już tylko ziemię.
- Masz ochotę na sałatkę z sosem sałatkowym, czy jabłko z truskawkowym szejkiem?- spytałem złośliwie, wpatrując się wyczekująco w jego brązowe oczy.



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Tweenty dnia Nie 21:58, 02 Paź 2016, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Zobacz profil autora
Moka
Pierwszy stopień wtajemniczenia



Dołączył: 20 Sie 2014
Posty: 55
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 0:52, 16 Paź 2016    Temat postu:
 
<center></center>
Obudziłem się w momencie kiedy Einar niby to niepostrzeżenie wysmyknął się z pościeli niczym zawodowy ninja, sądząc, że nic nie usłyszę. Tym bardziej jak gmerał tym pierdolenie małym kluczykiem w kajdankach, żeby się ode mnie wreszcie odczepić. I... żeby na nowo przykuć mnie do łóżka, jakżeby inaczej. Kurwa, wyjdźmy już stąd, bo zaraz szału dostanę. Szarpnąłem skutą ręką pod wpływem buzujących wewnątrz mnie emocji, czego od razu pożałowałem. Opuchnięty po wczorajszym szarpaniu się z więzami nadgarstek zaczął uciążliwie piec, pulsując mało przyjemnym bólem. Zacisnąłem szczęki, aby jakoś przełknąć tą falę zdenerwowania jaka przepłynęła przez moje ciało, a przez którą mógłbym mieć raczej mało potrzebne, dodatkowe problemy. Oparłem głowę o ramę łóżka, czekając aż ten rządzący się gnojek tutaj wróci. I wrócił. Szpanując firmowym dyktafonikiem i grożąc donosem na mojego szefa. Ty niedobry, Ty lisie.
— Zapewne od razu wychłostałby mnie po tej egoistycznej dupie. Może nawet pozwoliłby Ci postać z boku i sobie popatrzeć. — prychnąłem kpiąco, nie ukrywając jak zapatruję się na tą jego pogróżkę. To było śmieszne. Liczyłem, że obejdzie się bez podobnych zagrywek, ale no właśnie, wygląda na to, że się przeliczyłem. Oj Einar, jak szybko tracisz w moich oczach.
Facet zabrał urządzenie, skrupulatnie chowając je do walizki i zaraz później oznajmiając przybycie reszty kutasów. Wtedy toteż mnie odpiął, czekając aż doprowadzę się do porządku. Wciągnąłem na siebie ciuchy, tym razem oszczędzając mu irytujących komentarzy, bo jeszcze idiota wypchnąłby mnie z pomieszczenia w samych bokserkach. Nie to, żebym wstydził się własnego ciała, ale wolałbym uniknąć przemierzania ulic w takim stanie. Miałem wyjść jako pierwszy, jakby facet obawiał się, że wkraczamy na pole minowe i w każdej chwili może położyć nogę w złym miejscu. Ruszyłem przodem, po drodze mijając podłużne, miejscami popękane lustro, w którym mignęła mi moja twarz, na której połowie rozlał się nieszczególnie interesująco wyglądający siniak. Mojej uwadze nie umknęły również ślady zębów, które okraszały mi szyję po tym... wszystkim. Westchnąłem cichutko, zerkając przez ramię do tyłu.
— Chwila w Twoim towarzystwie i wygląda się jak siedem nieszczęść. — zacmokałem niezadowolony. — Obyś żoneczkę traktował lepiej. Inaczej ucieknie z jakimś Hulio, a Tobie nie zostawi nawet karteczki pożegnalnej. — oświadczyłem, wychodząc wreszcie na zewnątrz budynku, którego do końca swojego życia będę mieć dość. Chyba tylko siłą mnie tu sprowadzą z powrotem. Innej opcji nie biorę pod uwagę. Wsunąłem się do wnętrza samochodziku swojego lubującego się w okładaniu po ryju porywacza i po chwili ruszyliśmy w podróż do... no właśnie, nie mam pojęcia nawet kurwa gdzie. Mężczyzna próbując jakoś zagłuszyć tą przejmującą ciszę zaproponował abym przybliżył mu obraz miejsca mojej potępieńczej działalności, nie pozwalając rozkoszować się muzyką jaka dobiegała z minigłośniczka. Wokalne popisy Britney Spears wprawiły mnie w dobry nastrój, więc nie niszcz tego Einar, nie niszcz.
— Co by tu dużo opowiadać — wzruszyłem ramionami — wszystko jest takie samo jak w Twojej organizacji tylko co najmniej dwa razy lepsze. Więcej strażników, kamer, czujników, więcej bitej śmietany na firmowych galaretkach w kafejce i większa wypłata. — uśmiechnąłem się subtelnie, posyłając mu krótkie spojrzenie. Mężczyzna zatrzymał się przed okienkiem fast-fooda dając mi iście zagwostkę. Cóż za ciężki wybór.
— Rozpieszczasz mnie. Myślałem, że zaproponujesz mi olej z dziesiątej tury smażenia na nim frytek. Jakiś Ty hojny. — westchnąłem, przykładając rękę do piersi, udając szok i wzruszenie. TY PIEPRZONY OPRAWCO, chociaż zamówiłbyś mi coś normalnego. Nie musimy się kochać, ale jedzenie to ważna rzecz! Jak ja mam pracować bez odpowiedniej dawki węglowodanów, co?



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Tweenty
OTAKU
OTAKU



Dołączył: 16 Sie 2014
Posty: 79
Przeczytał: 1 temat

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z Wenus
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 0:57, 23 Paź 2016    Temat postu:
 
<center>Einar
</center>
- Dziesiątej tury? Matka nie nauczyła cię oszczędzać?- odparłem, oskarżając go o totalne marnowanie jedzenia. Takich rzeczy nie można było wybaczyć nawet jeśli jest się seksownym zabójcą o jędrnym tyłku. Przekląłem siarczyście w myślach, odwracając od niego głowę, by następnie przenieść wzrok na pracownika restauracji. Skrzywiłem się. To był błąd. Wielki błąd. Widok tego dziewiczego wąsika na szczenięcej twarzy poruszył moje poczucie estetyki, a nie powiedziałbym że jestem jakimś wielkim czyścioszkiem. Czy nie wiedzą, że niestaranne zatrudnianie małolatów może wpłynąć na apetyt klienta? Gdyby nie to, że moim jedynym posiłkiem od kilkunastu godzin była jakaś kiepska whisky i gdyby nie ten wieczorny, wczorajszy trening ciała bardzo możliwe, że bym stąd odjechał.
Zamówiłem dwa kubełki skrzydełek z frytkami, by mimo wszystko pogrążyć się w myślach, przypominając sobie słowa szatyna na korytarzu, które, z pewnością nie wiedział jak bardzo, mnie dotknęły. Tak bardzo, że musiałem się powstrzymywać od zasadzenia mu porządnego kopa, nie tylko ze względu na chwilowe zachowanie z nim neutralnych stosunków, ale również przez paradującą kobiecinę w stroju sprzątaczki. Oparłem łokieć o otwarte okno, by następnie przejechać dłonią po lekko zarośniętym podbródku. Nie żebym traktował ją źle, ale z tym Hulio sukinsyn trafił celnie.
- Oto pana zamówienie, należy się…
- Masz i za resztę kup sobie golarkę. Albo wosk, co tam teraz młodzież woli...- mruknąłem, odbierając żarcie, by następnie rzucić paczkę na kolana Isaiasa i z impetem ruszyć prosto przed siebie, z pewnością nie traktując gazu delikatnie.

Moje pytanie o jego firmę nie było bezpodstawne, bo chociaż odpowiedź Isaiasa bazowała na zirytowaniu mnie, wątpiłem by jego organizacja przypominała tą moją. Wcale nie zdziwiłbym się jeśli wyglądałoby to mniej więcej tak, jak opisywał. Takie to wszystko mogło być poukładane… Znane… Ciekawe jakie to uczucie wiedzieć zawsze dla kogo się pracuje. Ilość baz agencji rozproszonych po gminach przypominały czarne plamy na dalmatyńczykach, jednocześnie ze sobą współpracujących, z drugiej zaś zajmujących się różnymi sprawami… Poszukiwani przez tak wiele akcji, władze nawet nie miały pojęcia, że to wszystko się ze sobą łączy. No, dopóki na rynku nie pojawił się System i wykluczając kilka wyjątków, bazy skupiły się na przejęcie konkretnie tego niby cuda. Mózgi posiadamy wybitne i zdolne do wszelkich hackerskich objawień, dlatego wpierw sądziłem, że nie będą mieli zbytniego problemu na przechwycenie kolejnego programu. Ale któż mógł przewidzieć zesłania tak problematycznych kreatur jak ten obżerający się obok cep.
- Wysiadaj księżniczko- odparłem, przekręcając kluczyki, biorąc kilka frytek i na chama wpierdzielając je wszystkie do ust.
Skierowałem się w stronę rozpadającej się kamienicy, która zabawnie kontrastowała ze stojącym obok szklanym, wysokim budynkiem. Ignorując jakiekolwiek komentarze ciemnowłosego wchodziłem w ciszy po schodach, które widziały już zapewne niejedno pokolenie… Dopiero będąc na czwartym, ostatnim piętrze, zatrzymałem się przed odnowioną windą. Nie ukrywałem, że obecność Isaiasa nie była mi na rękę przy odblokowywaniu tych wszystkich zabezpieczeń, jak skanowanie dłoni przed wejściem do windy, wpisywaniem kodu, czy na samym końcu rozpoznawaniem głosu, by wejść do mojego tymczasowego domubiura. No jak to debilnie brzmi.
Z tego co słyszałem budynek nie wzbudził jeszcze nigdy niczyich podejrzeń, będąc w większości kancelarią prawniczą. Prawa strona była jednak niedostępna dla jakichkolwiek pracowników, bowiem, ujmując to prościej, z ich strony nie było po prostu wejścia. Ktoś by powiedział że pomysłowe, ktoś inny że idiotyczne. Ja zgadzałem się z tym drugim, szczególnie po kolejnym razie wracania podpitym i będąc zmuszonym do wchodzenia po tych przeklętych schodach.
- 3…2…1… - odliczałem, widząc niewysoką, zgrabną postać w dopasowanej, białej spódnicy, zmierzającej ku nas tak, jak my do niej. Z każdą kolejną sekundą jej niedowierzanie się powiększało, a kiedy dzieliły nas z dwa metry przystanęła, przyglądając się zszokowana na Isaiasa. Jak mi zaraz powie, że powinienem go oszczędzić ze względu na jego ryjek to ją…
- Jak śmiesz go tu przyprowadzać?- no, ma ruda szczęście.
- Nastąpiły małe zmiany- odparłem, omijając ją, by otworzyć kolejne drzwi, ignorując sprzeciw sekretarki. Posłałem jej wzrok, by łaskawie się uciszyła, bowiem jakoś nie potrzebna mi była interwencja jeszcze kogokolwiek z organizacji.
Chociaż biurem się to nazywało, patrząc na to skromne pomieszczenie, bardziej przypominało norę informatyka. Kilka porozstawianych ekranów, tablic z wywieszonymi informacjami i panujący półmrok, rozświetlany przez niedokładne rolety i światło padające z monitorów. I oto gdzie spędzałem tyle czasu, kiedy to fizycznie byłem praktycznie uziemiony. Zdecydowanie wolałem zadania na miarę płatnych zabójców i zamiast bawić się w te ceregiele iść na żywioł i kogoś rozwalić. Spojrzałem kątem oka na Isaiasa, przypominając sobie, że był sprawcą tego, że przez pewien czas dostawałem pierdolca w jednym miejscu. Powinienem go za to unieruchomić, zwalić na te zabałaganione biurka i dobić. Choć zamiast tak morderczej wizji miałem pod koniec nieco inną, która sama nasuwała się na myśl i sprawiała, że czułem się w spodniach ciasno.
- Przynieś mi coś do jedzenia- odparłem, szepcząc do niej w następnej chwili, że jej to w końcu wytłumaczę. Kiedyś tam… Podszedłem do komputera, by następnie wprowadzić pewien skrót i szybko przenieść się na wyznaczoną kartę, gdzie naszym oczom ujrzał się plan budynku.
- Powiedzmy że opowieści możesz zachować dla wnuków, całą swoją wiedzę przelej na ekran. To dosyć prymitywna i niedokładna wersja twojej agencji. Wiele rzeczy z pewnością się nie zgadza, tym bardziej, że nie wierzę abyście mieli w każdym pomieszczeniu kamery- mruknąłem, czekając aż snajper podejdzie do urządzenia i usiądzie na fotelu. Zbliżyłem się do niego od tyłu, by następnie wsunąć dłoń w dekolt jego koszulki i przybliżyć usta do jego ucha.
- Lubię ryzyko, jednak tym razem wolałbym to zrobić z drobnym przygotowaniem.



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Tweenty dnia Nie 1:04, 23 Paź 2016, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Moka
Pierwszy stopień wtajemniczenia



Dołączył: 20 Sie 2014
Posty: 55
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Sob 17:45, 03 Gru 2016    Temat postu:
 
<center></center>
Do końca "przejażdżki" pozostałem cicho, może to dlatego, że wreszcie dostałem jedzenie i miałem czym wypchać sobie usta, a może ze względu na fakt, że wolałem wysłuchać wszystkich kawałków z albumu Britney. Tak czy siak, kiedy głos blondynki ustąpił miejsca Gangnam Style, a frytki w całości zniknęły z pudełka, Einar zaparkował przed jakimś budynkiem i kazał wysiadać.
— Księżniczko? — powtórzyłem za nim, przekrzywiając głowę i unosząc brwi. — Za takiego rycerza na białym koniu to ja podziękuję. — fuknąłem z pretensją w głosie, człapiąc za facetem w stronę jakiegoś rozpadającego się budynku. Co to mogło być?
— Ale ruderaaaa. — oznajmiłem, krzywiąc się pod nosem. — Nie umiesz wybrać normalnego miejsca na randkę? Co na to Twoja żoneczka, hm? Też ją zabierasz do takich spelun? — rzuciłem z przekąsem, uśmiechając się leciutko. Ooo tak, widziałem tą jego minę. Wtedy, kiedy pierwszy raz poruszyłem temat jego rzekomej małżonki. Ha, no kto by pomyślał, że nasza narwana małpeczka ma swoją jedną jedyną, której poprzysiągł miłość, wierność... I może na tym poprzestańmy, bo chłopaczyna już wyłożył się na drugim. Niech to, liczyłem, że facetowi puszczą nerwy i zacznie się szamotać jak w pijanym widzie, ale ten dalej parł hardo na przód, nie przejmując się moim gadaniem. Ech. Twarda sztuka. Stalowe nerwy nie wtedy kiedy trzeba.
Kiedy weszliśmy do środka ogarnąłem już wszystko. Ta rudera to jego... organizacja. Dobra, rozumiem kamuflaż, ale damn, why something like this? W środku było trochę lepiej, ale nadal to było nic w porównaniu z naszym zakątkiem. Ziemia a niebo normalnie, nie było nawet o czym mówić. Odwróciłem wzrok od ścian, kiedy usłyszałem jak Einar zaczyna odliczanie. Jakieś dynamity tu podłożył? Mamy się chować czy...? Ale wtedy dostrzegłem ją – rudą panią, która ewidentnie szła w naszym kierunku. I nagle przystanęła, żeby przyjrzeć się mojej buźce, a następnie skrytykować mojego drogiego porywacza. Parsknąłem cicho od nosem, tłumiąc cisnący się na usta chichot. Naraz odchrząknąłem, zerkając na stojącego obok mężczyznę.
— No właśnie Einar, jak śmiesz? — założyłem ręce na ramiona, kręcąc głową z dezaprobatą. Liczyłem na trochę dłuższy sprzeciw rudzielca, ale ta, po zwięzłej i jakże wymownej uwadze swojego kolegi z pracy chyba stwierdziła, że w sumie whatever, niech sobie robi co chce. On w międzyczasie zanurzył się w kolejnym pomieszczeniu, do którego ja z nieufnością ruszyłem zaraz za nim.
— Ale syf. — podsumowałem, widząc te wszystkie zaśmiecone wzdłuż i wszerz biurka. Zresztą, podłoga wcale nie wyglądała lepiej. — Mogłeś trochę uprzątnąć, skoro wiedziałeś, że wpadnę. Wiesz, kwestia dobrego wychowania i właściwego przyjmowania gości. Chyba nawet jest o tym książka. Kupiłbyś sobie. — doradziłem, obserwując jak stuka w klawiaturę. Przydałaby mu się jakaś lekcja savoir-vivre'u, bo widać, że gościu miał z tego poważne braki. Zero wiedzy, zero.
Przemknąłem wzrokiem po rozwalonych wszędzie papierzyskach, licząc, że dostrzegę tam coś interesującego. Nie wiem, może scyzoryk mu się gdzieś zawieruszył jak obierał mandarynki, bo miałem wrażenie, że to pomarańczowe coś, co leżało na skraju biurka kiedyś było skórką z owocu. Trzeba mieć nadzieję, choćby kruchą i głupią, inaczej pewnie nie byłoby mi tak wesoło. Konkretniej to może nawet rzuciłbym się do kąta i popadł w depresję. Nastrojowy półmrok sprzyjał użalaniu się nad sobą as hell. Kiedy mój niewychowany znajomy się odezwał, z ciekawością zerknąłem mu przez ramię, dostrzegając plan mojej korporacji. Ty śledziu, skąd to wziąłeś? Zmrużyłem oczy, obrzucając go nieżyczliwym spojrzeniem. Szperał, szperał i wyszperał. A mogłem mu połamać obie rączki. Mój błąd.
— Nooo w kiblu kamer nie mamy. Myślisz, że powinniśmy to zmienić? W sumie niegłupie. Może wreszcie ustalimy kto tak namiętnie podbiera te nowe odświeżacze powietrza. — zauważyłem, podchodząc bliżej biurka i usadawiając się wygodnie na udostępnionym mi miejscu. No milusio mi się zrobiło, nie powiem. A więc z jego kulturą nie jest jeszcze tak tragicznie... Jesteś do odratowania, bro.
Kiedy już klapnąłem na mięciutko wyściełanym foteliku, mój wzrok zaczął błądzić po planie budynku. Z przerażeniem odkryłem, że pomimo niedokładności całego schematu wiele rzeczy było niezwykle podobnych, a niektóre z nich niemal identyczne. What the fuck is going here. Skąd mają te wszystkie informacje? Czyżby któremuś z ich szpiegów udało się przeniknąć do naszego środowiska? Ale jak... Jak zdołał przejść przez tą ostateczną zaporę, chroniącą system przed takimi przyjemniaczkami? Świat się kończy...
Z zadumy wyrwała mnie ręka stojącego za mną knypka, który po raz kolejny udowodnił, że za nic ma moją przestrzeń osobistą. Tym razem jednak nie zamierzałem puścić mu tego płazem, o nie.
– Wiesz co, wstydziłbyś się. Żonaty, a pcha łapę nie pod tą bluzkę co trzeba. Po co się hajtnąłeś? Matka kazała Ci się ustatkować czy to była historia na miarę Kac Vegas i ślub odbył się w akompaniamencie wciąganych prochów? — zapytałem kpiąco, będąc jednak w istocie zaintrygowany całą sprawą. Einar dał się zaobrączkować... Może trafił na jakiegoś ornitologa, który zechciał poznać szlaki jego ciągłych wędrówek.
Siedząc tak sobie i zastanawiając się jak nakombinować w planie, żeby za kłamstwa mnie nie zjadł, a jednocześnie nie podać mu najważniejszych informacji, nagle usłyszałem jak potężny huk przecina powietrze i dźwięk, jakby gdzieś nieopodal murowana ściana osuwała się w dół. Wybuch był tak silny, że nieomal zatrzęsło połową budynku. Czyżby...?
— Wohoho — zagwizdałem, opierając łokieć na biurku, a podbródek na pięści i wbijając błyszczące z ekscytacji oczęta w zszokowanego kidnapera. — Idziemy sprawdzić co to? — spytałem, z cisnącym się na usta uśmieszkiem.



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Moka dnia Sob 19:06, 03 Gru 2016, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.rajdlawyobrazni.fora.pl Strona Główna -> Opowiadania Dwuosobowe Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3  Następny
Strona 2 z 3

 
Skocz do:  
 
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

 
fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo

Powered by phpBB © 2004 phpBB Group
Galaxian Theme 1.0.2 by Twisted Galaxy