Forum www.rajdlawyobrazni.fora.pl Strona Główna
 Forum
¤  Forum www.rajdlawyobrazni.fora.pl Strona Główna
¤  Zobacz posty od ostatniej wizyty
¤  Zobacz swoje posty
¤  Zobacz posty bez odpowiedzi
www.rajdlawyobrazni.fora.pl
Miejsce dla każdego miłośnika pisania
 FAQFAQ   SzukajSzukaj   UżytkownicyUżytkownicy   GrupyGrupy   GalerieGalerie  RejestracjaRejestracja 
 ProfilProfil   Zaloguj się, by sprawdzić wiadomościZaloguj się, by sprawdzić wiadomości   ZalogujZaloguj 
 
SYSTEM [akcja, +18]
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.rajdlawyobrazni.fora.pl Strona Główna -> Opowiadania Dwuosobowe Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat  
SYSTEM [akcja, +18]
Autor Wiadomość
Tweenty
OTAKU
OTAKU



Dołączył: 16 Sie 2014
Posty: 78
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z Wenus
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 23:30, 01 Sty 2017    Temat postu:
 
<center>Einar</center>

Miałem głęboko w poważaniu zdanie ciemnowłosego na temat całej organizacji, budynku, a tym bardziej mojego gabinetu. Moja dziura, moje papiery i mój bałagan. Trochę artystycznego nieładu jeszcze nikomu nie zaszkodziło. Isaias za dużo kłapał jadaczką, komentując wszystko co się dało w sposób tak sarkastyczny, iż zacząłem się zastanawiać, czy z jego ust padło kiedyś cokolwiek nie przesiąkniętego ironią. Uśmiechnąłem się mimowolnie, powstrzymując parsknięcie śmiechem na jakże głupie wyobrażenie Isaiasa jako niemowlaka, który na zapytanie „gdzie jest bobas?” wykrzywia swoją pomarszczoną twarz: „w lodówce, kurwa”. Sam miałem już nieźle zjechany mózg.
Tak, wszystko pykło, kiedy snajper ponownie postanowił otworzyć jadaczkę, a mój pozornie dobry humor ubić kolejnym tekstem o mojej żoneczce. Za każdym razem jak o niej wspominał dobitnie go ignorowałem, porównując jego błyskotliwe uwagi do docinek pięciolatka. Przesunąłem dłoń z jego klatki piersiowej na jego obojczyk, ściągając brwi.
- Zaraz zacznę podejrzewać, że jesteś zazdrosny Armando. Nie widzę też potrzeby by ci odpowiadać na twoje pytania, tym bardziej że raczej nie pomogą Ci one w żadnym wypadku z mapą- mruknąłem, odsuwając się od francy, chcąc rzeczywiście zapewnić mu jako takie warunki do skupienia. Wątpiłem, by moja obecność za jego plecami mu to gwarantowała, skromnie rzecz ujmując… Zerknąłem w stronę drzwi, zastanawiając się kiedy nadejdzie Emily z jedzeniem. Niestety, nim ujrzałem rudą głowę w gabinecie coś huknęło, a wszelkie papiery ułożone niedbale na krawędziach biurka znalazły się niedługo po tym na podłodze.
- Co jest kurwa?- przekląłem, niemalże od razu podchodząc do okna i odsuwając nieznacznie rolety. Pusto. Oplotłem spojrzeniem wszelkie budynki, które były w zasięgu mojego wzroku, zaułki i dachy, lecz za chuja niczego nie było widać. Ludzi też nie.
- Pewnie, już zapierdalam- odparłem Isaiasowi, który cieszył japę jak głupi. Zrobiło się cicho, lecz dopiero gdy ciemno ubrany mężczyzna został postrzelony, moje ciało przeszedł dreszcz. Ten, który wychodził z kamienicy... Wiedzą. Nie o kancelarię tu chodzi, lecz o nas. Zacisnąłem mocno zęby, sprawiając że cała czaszka zesztywniała w sekundzie. Gwałtownie zmieniłem położenie, znajdując się przed ciemnowłosym, by następnie złapać go za koszulę i agresywnie przyciągnąć sprawiając, że cała górna część jego ciała znajdowała się na biurkiem.
- Mów chuju, podaj chociaż jeden powód dlaczego nie powinieneś dostać w tym momencie kulki w łeb, bo jestem niemal prawie pewny że to wasza sprawka- syknąłem, czując jak gniew pulsuje mi w piersi, a dłonie aż proszą by spotkać się z twarzyczką szatyna.
- Nie, Gibson, zostaw go- usłyszałem damki głos, przez który mimowolnie odwróciłem zszokowaną twarz w stronę rudowłosej kobiety.
- Teoretycznie dobra wiadomość to taka że to nie jego organizacja. Zła, że nie mamy pojęcia co nas atakuje. Jeszcze gorsza to to- weszła, zamykając drzwi i odkładając jakieś pudełko na szafkę – że prawie cała ekipa jest na misji. Dalekodystansowców wcięło, najszybciej dotrą tutaj za kilka godzin. Ty wraz z innymi nie wyjdziesz bo cię zastrzelą jak królika podczas wiosennego polowania- nie zdążyła dokończyć, gdyż nastał drugi huk, po którym mój słuch delikatnie ucierpiał.
- Ja pierdole…
- Albo się ewakuujesz z większością albo… Nie wiem wpadłam na ten pomysł i sama w to nie wierze, ale jakbyś przypilnował Isaiasa… Nie wiem czy German się zgodzi ale on z pewnością nie chce zostawić budynku bez ochrony- kontynuowała, patrząc na mnie tymi swoimi cwanymi oczami. Do chuja, ona poważnie? Zerknąłem na snajpera, zastanawiając się jakie są zalety pomysłu dania mu broni, z którą czuje się jak z trzecią ręką. Szczerze to kurwa prawie żadne. Może w najlepszym razie ucierpię przy tym ja, a w najgorszym jednak się do nich dołączy. Zresztą czy on w ogóle chciał współpracować? Za dużo myślenia, za mało działania…
- Suwaj się- odparłem, dostając się do komputera i niemal natychmiast wchodząc w bazę programowania. Zaznaczyłem wszystkie dokumenty i ustawiłem na kopiowania do głównego dysku. Jak rozpierdolą budynek no to trudno.
-Co robisz?- Usłyszałem zniecierpliwiony głos Emily. Nie wiedziałem kto mnie bardziej irytował: ona czy Isaias.
- Kopiuje fap folder, nie zamierzam tego stracić- odparłem z przekąsem, zerkając kątem oka na ciemnowłosego, który również nie bardzo wiedział co się dzieje.
- Zamierzasz pomóc czy umywasz rączki? Rozwiewając twoje marzenia, z chwilą dostania broni do dłoni będziesz obserwowany, może nawet nie tylko przeze mnie- odparłem, wątpiąc, że się zgodzi. Marne były warunki, ale spytać się zawsze można. Niemalże jak z przełożeniem sprawdzianu.



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Moka
Pierwszy stopień wtajemniczenia



Dołączył: 20 Sie 2014
Posty: 55
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 22:05, 28 Lip 2017    Temat postu:
 
<center></center>

Siedziałem sobie kulturalnie na krześle, nasłuchując z której strony im budynek rozjebywują, kiedy ten drągal ruszył na mnie z kopyta, niemal z pianą toczącą mu się z pyska i postanowił w ordynarny sposób potraktować mój t-shirt, ciągnąc go w swoją stronę niczym laska walcząca o ostatni egzemplarz na wyprzedaży.
— Było powiedzieć, fajfusie, to bym Ci go oddał bez szarpanin. — tak naprawdę to nie, ale każdy powód był dobry, aby jebnąć w niego przezwiskiem. Wtedy poczułem jak jego uścisk wzbiera na sile, a ciało wręcz zaczyna się trząść przez wzbierającą w nim wściekłość. Jego słowa wskazywały na to, że naprawdę bardzo chciał w tej chwili zrobić to, o czym na głos przy mnie fantazjował. Każdy inny gość na moim miejscu zapewne w tym momencie zacząłby błagać o litość albo spróbował chociaż uspokoić tego rozjuszonego psychola, ale nim zdążyłem głębiej przeanalizować sens jego słów (nie żebym kiedykolwiek się starał), z moich ust wydostało się coś innego.
— Stary, wiesz co to jest Nervosol? Jak wiesz, to łaskawie zażywaj to regularnie, bo spięcie sutów do niczego dobrego nie prowadzi. — wygłosiłem niezwykle spokojnie w kontraście do tego warczącego na mnie furiata. Nim jednak ta bestia z permanentnym wkurwem zdążyła być może wcielić w życie swój plan babka z wcześniej zdołała utemperować jego gniew kilkoma istotnymi faktami, a tym samym odwrócić ode mnie jego uwagę.
— Dzięki słonko, myślałem przez chwilę, że umiesz tylko nosić jedzenie, ale jak na kelnerkę potrafisz być przydatna. — posłałem jej szeroki uśmiech, poprawiając zmiętoloną przez tego gnojka bluzkę. Z tego co powiedziała wynikało, że znaleźli się w bardziej niż chujowej sytuacji. Jakaś szajka przypuściła na nich atak, akurat wtedy kiedy wszyscy snajperzy byli na misjach. Ojej. Czy tym interesem naprawdę zarządza taki debil? Kto normalny odpierdala taki szajs?
— Wasz szef jest naprawdę — przerwałem, parskając, ledwie powstrzymując wybuch gromkiego śmiechu — udany. Z takim przywódcą na czele podbijecie świat. O ile wcześniej nie nakarmią was metalem rzecz jasna. — zauważyłem, uśmiechając się niemal współczująco. Pfff, mając takiego lidera to aż dziw, że zaszli tak daleko. Najwidoczniej jechali na farcie, ale i on pewnego dnia musiał się skończyć. Wyśmienicie, że akurat na moje przybycie. Dobrze wiedzieć, że wszechświat mi sprzyja.
W miarę jak ruda kontynuowała swoją paplaninę moje oczy zaczęły się powiększać, a na usta wkradł się uśmiech, mówiący coś w stylu „haha, ale z was śmieszki”. Jeżeli to był żart to muszę przyznać, że dobry. Bardzo dobry.
Bez żalu odsunąłem się od komputera, obserwując kątem oka poczynania Einara, który skopiował więcej niż jeden folder. Widzę pokaźna kolekcja.
— Teraz już wiem czemu wszędzie walają się te chusteczki. — mruknąłem, kopiąc jedną z nich czubkiem buta. — Daj mi chwilę a znajdę i nawilżacz. — prychnąłem złośliwie, jednak już na starcie przerywając swoje poszukiwania, w chwili, w której facet powtórzył pomysł „kelnerki”.
Udałem, że się zastanawiam, marszcząc intensywnie brwi i robiąc z dłoni wieżyczkę, którą przystawiłem do ust, w akcie głębokiego rozmyślania.
— Hmmm pomyślmy, mam się narażać dla wrogiej mi agencji przy okazji dostając w zamian jedynie możliwość przedwczesnego gryzienia ziemi, hmmmm. Kuszące, ale chyba odmówię. — powiedziałem, kiwając głową z bólem w sercu i żałością w oczach. — No, to skoro ustaliliśmy wszystkie za i przeciw, mogę zacząć spierdalać? — uśmiechnąłem się z przekąsem, pokazując na drzwi.



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Moka dnia Pią 22:11, 28 Lip 2017, w całości zmieniany 4 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Tweenty
OTAKU
OTAKU



Dołączył: 16 Sie 2014
Posty: 78
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5
Skąd: z Wenus
Płeć: Kobieta

PostWysłany: Nie 19:59, 06 Sie 2017    Temat postu:
 
<center>EINAR</center>
Kurwa. Czemu zawsze to na mnie spadają takie rzeczy. Jestem od brudnej roboty, mogę komuś przypierdolić tak, że mu flaki wyjdą obiema stronami, ale dlaczego też każą ogarniać cały wydział. Co niby miałem zrobić? Złapać za broń, pójść na dach i zacząć zgrywać bohatera, który rozwali co najmniej dwa helikoptery, a mnie co najwyżej zostanie zadana rana w rękę? Zerknąłem na Isaiasa. Przez moją nieuwagę już raz się tak zdarzyło. Wolałbym zdechnąć niż kolejny raz tak długo siedzieć w szpitalu. Nienawidzę tych zjebanych obiadów. A raczej ich marną imitację. Pacjenci zapewne nie umierają tam od zadanych im ran, a od zatrucia pokarmowego.
Wymiana strzałów. Do tej pory głównie w grę wchodziła broń palna, zaś teraz poszły w ruch maszynowe. Tylko pytanie czy to moi byli właśnie wybijani jak króliki, a budynek pójdzie z dymem, czy… Dźwięk telefonu. Wyciągnąłem komórkę z kieszeni ciemnych jeansów, wiedząc, że jeśli w tej chwili będzie to jakaś oferta z play to się bardzo mocno zdenerwuję… Może nawet ułatwię wrogowi zadanie i rozwalę ten cudny budyneczek.
„Skasuj wszystko”
Parsknąłem śmiechem. No jasne. Szef nigdy nie był zbyt sentymentalny. Od czasu do czasu zdarzało się, że zostawaliśmy wykryci. Kto nie przeżyje- trudno. Przeżyłeś? Leć do innej bazy, chociaż jeśli masz ogon to równie dobrze możesz się spotkać z kulką we łbie od własnej organizacji. Smutny los, kto by w ogóle dołączał do takiego biznesu? No właśnie…
Popatrzyłem na ekran komputera, sprawdzając czy wszystko się ładnie skopiowało. Wyjąłem pendrive’a, by następnie wejść w panel sterowania i przełączyłem na sieć grupową. Następnie włamałem się do własnego serwisu. Zniwelować wszystko czy pozostawić co nieco… Jeśli szczęście nam będzie sprzyjało to mogą okazać się niezbyt inteligentni i być może nie zauważą że to, co istotne zostało skasowane. Cóż, jeśli chodzi o mnie to miałem bardziej pecha, a czas gonił…
- Jak już znajdziesz to skorzystaj, przyda Ci się- oznajmiłem, ostatecznie klikając enter. Bay Bay, moja piękna roboto… W końcu te małe pierdołki, których nie było na pendrive’ie też wymagały czasu. Wieczoru… Czasem kilka. A to wszystko będę musiał robić jeszcze raz, bo jacyś debile wpadli na pomysł rozwalenia tego wszystkiego w proch. Oczywiście nie zdążą, to że obok znajdowała się kancelaria jeszcze do czegoś zobowiązywało. Dźwięk syren i zbliżającej się policji zastąpił krzyk paniki ludzi cywilnych, stłumiony wielokrotnymi strzałami.
Cóż, nie liczyłem jakoś bardzo na to, że Isaias się zgodzi i w tej kwestii się nie pomyliłem. Emily wykazała się tutaj uroczą naiwnością, skoro myślała, że ochoczo nam pomoże. Zresztą ja lepszy nie byłem, skoro zdecydowałem mu się to zaoferować. Wszakże byłem ciekawy, co odpowie… Gdybym był na jego miejscu pewnie uśmiechnąłbym się i kiwnął twierdząco głową… Zastanawiałbym się kto pierwszy ma dostać w łeb, gdy już dostanę broń- mój oprawca, czy jego koleżanka. Ale nie. On z całkowitą szczerością odmówił. To było tak słodkie że aż nabrałem ochoty, by go rzucić na to biurko i odpowiednio się nim zająć.
- Spierdalamy razem- powiedziałem, podnosząc się z miejsca, sprawdzając przy biodrze obecność broni i niczym prawdziwy gentelman otworzyłem drzwi, by przepuścić w nich Emily.
- Wyjście awaryjne będzie pewnie zablokowane, ale nie mamy wyboru. Plan jest taki, by wyjść i …- przerwałem, widząc jej ostre spojrzenie i zirytowanie w oczach. Co ja znowu złego zrobiłem?
- Oboje wiemy, że nie najlepszy z Ciebie strateg, Einar. Muszę zobaczyć, co z moimi towarzyszami… Nie każdy jest samotnikiem, jak ty- mruknęła, sięgając dłonią pod spódniczkę, skąd wydobyła krótki, masywny pistolet – jego – skierowała lufę prosto na ciemnowłosego, co nawet mnie zaskoczyło i sprawiło, że troszkę zesztywniałem. Ejże! To ja mam go zabić, kobieto. Nie odbieraj tej przyjemności. – Zostawiam Tobie. Zdzwonimy się- dodała, by pobiec z tego co zrozumiałem w stronę przedniej windy. Jasne, pełno tam naszych ludzi ale ryzyko i stopień niebezpieczeństwa... Pokręciłem głową. Kiedy ta mała, groźna jak francuski szczeniaczek cholera mnie zostawiła obiecałem sobie, że nie będę próbował więcej zrozumieć kobiet. I że się już nie ożenię. Po chuj to komu.
- Lecisz pierwszy, do końca korytarza potem w lewo, windą na pierwsze piętro, skręcasz w prawo, awaryjne drzwi i schodzisz po schodach. Mam nadzieje, że zapamiętałeś, bo jak zaczniesz kombinować to chętnie poćwiczę strzelanie na Tobie- mruknąłem, pokazując głową by ruszył. Jak tak dalej pójdzie to nam to wszystko runie, a my będziemy mogli jedynie przeklinać pod gruzem.



Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Moka
Pierwszy stopień wtajemniczenia



Dołączył: 20 Sie 2014
Posty: 55
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/5

Płeć: Kobieta

PostWysłany: Pią 18:23, 08 Wrz 2017    Temat postu:
 
<center></center>
Na „spierdalamy razem” wzruszyłem ramionami, ruszając za zmierzającym w stronę wyjścia mięśniakiem.
—Wolałbym sam, ale powiedzmy, że gościowi z gnatem ciężko odmówić. — uśmiechnąłem się raczej gorzko. Einar zaczął na głos obmyślać plan wydostania się z zawalającej się rudery. W tym czasie ruda kelnerka przerwała jego wywód, aby w grzeczny sposób powiedzieć, że jest kutasem, bo zostawia swoich za plecami. Organizacja składająca się z egoistycznych dup za długo nie ciągnie, ale co ja się będę wypowiadał, kiedy sam nie byłem lepszy. Gdybym był na jego miejscu to pewnie ostatnie o co bym się martwił to los swoich towarzyszy. Jak nie przeżyją to znajdą się nowi, a ja? Ja byłem tylko jeden.
W czasie swojej gadki kobieta nagle wymierzyła we mnie lufę, a ja odruchowo, cofnąłem się o krok, nieśmiało unosząc dłonie na wysokość klatki piersiowej.
— Wasza kelnerka reaguje trochę zbyt negatywnie na nazywanie jej profesji po imieniu. — zarzuciłem uwagą w stronę Einara, który sam wydawał się trochę zaskoczony zachowaniem rudowłosej. Nie wiedziałem za bardzo co dziewczyna teraz ma w głowie i czy rzeczywiście planuje pociągnąć za spust, ale nim zdążyłem rozważyć swoje opcje na uniknięcie kulki kobieta opuściła broń, a ja wyraźnie odetchnąłem.— Musicie ją stopniowo do tego przyzwyczajać, inaczej kiedyś dojdzie do tragedii. — dodałem do swoich wcześniejszych słów, ale Einar już wtedy postanowił zignorować moje bardzo trafne uwagi i poinstruował mnie, w którą stronę musimy się kierować, aby opuścić zagrożony teren, na koniec oczywiście zarzucając standardową dla niego groźbą. Wywróciłem oczami, uderzając w drogę.
— Coś Ty taki przewrażliwiony? Nie widzisz, że jak na razie jestem grzeczny? — uśmiechnąłem się tak uroczo jak tylko umiałem, a umiałem. Ładna buźka ma swoje zalety. — Powinieneś się czuć wyjątkowy, jeszcze nigdy tak długo nie byłem komuś posłuszny. Jak widzisz, musisz mieć „to coś”. — odrzekłem dwuznacznie, bardziej skłaniając się jednak ku wersji z tym, że facet miał spluwę, którą mógł mi zrobić w tyłku drugą dziurę niż na metaforycznym odniesieniu do jakiejś pociągającej mnie cechy.
Kiedy znaleźliśmy się już w windzie, która zaczęła swoją wędrówkę w dół, nagle, pod wpływem kolejnego wybuchu, całą instalacją zatrzęsło tak bardzo, że dosłownie zarzuciło w środku naszą dwójką jak kulkami w grzechotce. Przez chwilę myślałem, że runiemy z windą na sam dół i powiemy „papa” życiu, ale tak się nie stało. Poza tym, że obolali skończyliśmy na posadzce, zresztą w dość dziwnej pozycji, to nie wydarzyło się nic takiego. Co ciekawe, znalazłem się dokładnie pomiędzy rozłożonymi nogami mężczyzny, twarzą niemal przy samym jego kroczu.
Sycząc od nieprzyjemnego upadku, powoli podniosłem się na rękach, które już od jakiegoś czasu opierały się o uda Einara. Jedną z nich oderwałem od skrytego za materiałem ciała, aby rozmasować swoją obolałą klatkę piersiową. Wtedy toteż parsknąłem wymownie, lekko zaciskając dłoń na jego spodniach.
— Świat chyba lubi patrzeć jak robię Ci loda. — założyłem, podnosząc się z posadzki z cichym śmiechem. W każdym razie żarty żartami, ale budynek popadał w ruinę coraz bardziej, a my wciąż byliśmy w środku. Nie było już zbyt wiele czasu, czułem to i Einar chyba też. Dosłownie wypadliśmy z windy, gdy ta, wreszcie doczołgała się na wybrane piętro i ruszyliśmy pędem w stronę domniemanego wyjścia. Sufit zaczął dosłownie pękać nad naszymi głowami, pył i sypiący się gruz zaczął wypełniać korytarze, na tyle, że pokonywanie kolejnych metrów okazało się trudniejsze niż myślałem. Aż w końcu… ogromny kawałek sufitu dosłownie załamał się tuż nad naszymi głowami… jako, że biegłem przodem, bo tak zażądał sobie Einar, uskoczyłem przed siebie, podczas gdy Einar, aby uniknąć ogromnej, śmiercionośnej płyty, musiał się cofnąć. Przez chwilę miałem nadzieję, że został zmiażdżony pod gruzem, ale, damn, po drugiej stronie usłyszałem jego głos. Obejrzałem się za siebie, kaszląc od nadmiaru pyłu, który znalazł się w moich płucach i… dostrzegłem szansę. Płyta spadła tak niefortunnie, że dosłownie zrobiła dziurę w podłodze… jeżeli Einar będzie chciał znaleźć się po mojej stronie, będzie musiał przejść tuż przy ścianie jak po jebanej linie w cyrku, co przy jego posturze i wciąż trzęsącym się budynku na pewno nie zajmie pięciu sekund. Podniosłem się z ziemi i wnet powietrze przeciął mój gromki śmiech.
— Wiesz co świat jeszcze lubi? Jak wygrywam. — zawołałem na tyle głośno, aby pomimo wszechobecnego hałasu zdołał mnie usłyszeć. Kiedy stwierdziłem, że bardzo ładnie udało mi się podsumować to, co właśnie miało miejsce, uznałem, że wypada się ewakuować. Chyba już dawno tak szybko nie spierdalałem, jednocześnie ciesząc ryja jak mało kiedy. No bo jak inaczej nazwać to, co przed chwilą się wydarzyło? Łut szczęścia? Przeznaczenie? Jeżeli rzeczywiście istnieje ten cały boski panteon to chyba kurwa ktoś mnie musi tam na górze lubić. Zawsze myślałem, że bogowie wolą wspierać dobrych ludzi, ale wychodzi na to, że i tam znajdą się tacy, którzy sprzyjają czarnym charakterom. Nie będę narzekał.
Tuż przed wyjściem awaryjnym schowałem się za rogiem, aby wyczaić czy wokół nie kręcą się ci źli panowie, co zburzyli im siedzibę. Nie zdziwiłem się, że nie zastałem nikogo na swojej drodze, pewnie wszyscy czekali na zewnątrz. Na chuj mieliby się kręcić w środku tykającej bomby? Najciszej i najpowolniej jak potrafiłem otworzyłem drzwi na tyle, abym mógł przez drobną szparę dojrzeć, co dzieje się na zewnątrz. Zmarszczyłem brwi zdumiony, kiedy okazało się, że jedynie dwójka ludzi obstawia samo wyjście, do tego… stojąc do niego plecami. Czy to naprawdę te bystrzaki rozwaliły im bazę? Wrogów mają przednich jak widzę.
Złapałem za kawałek gruzu, który podtoczył się pod moje stopy i porządnie się wychylając, zamachnąłem się trafiając jednego z gości w tył głowy, który zaraz padł jak długi plamiąc krwią asfalt. Drugi, zanim zdążył ogarnąć co się dzieje, skończył tak samo jak jego kolega od głębokich rozmów. Wypuściłem kamień, przetrzepując ręce i wyszarpnąłem broń z rąk wciąż coś mamroczącego faceta, za chwilę unosząc ją w górę i oddając dwa celne strzały prosto w głowy delikwentów. Rozejrzałem się po otoczeniu, zaraz dostrzegając samochód pilnujących wyjścia gości.
— Bingo, skurwiele. Najpierw broń, teraz wóz… kto by pomyślał, że wasza obecność tak mi się przysłuży! — szturchnąłem jednego z trupów lufą, prawie że po przyjacielsku. Dobra, dość tych czułości… Einar w każdej chwili mógł wyleźć z budynku, a ja, pomimo, że miałem broń, wolałem się zmyć niż ryzykować niepotrzebne wpadnięcie na tego kurwiszona. Dopadłem do otwartego jeepa, wślizgując się do środka i zatrzaskując drzwi. I dokładnie w tym momencie kątem oka dostrzegłem jak mój porywacz z wkurwem w oczach wytacza się z budynku, który już pękał w szwach. Nasze spojrzenia się spotkały, a ja zanim wcisnąłem gaz, pomachałem mu środkowym palcem przez okno.
— Baj, baj, dziwko! — pożegnałem się, z piskiem opon ruszając z miejsca.



Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Moka dnia Pią 19:39, 08 Wrz 2017, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:   

Napisz nowy temat   Odpowiedz do tematu    Forum www.rajdlawyobrazni.fora.pl Strona Główna -> Opowiadania Dwuosobowe Wszystkie czasy w strefie EET (Europa)
Idź do strony Poprzedni  1, 2, 3
Strona 3 z 3

 
Skocz do:  
 
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach

 
fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo

Powered by phpBB © 2004 phpBB Group
Galaxian Theme 1.0.2 by Twisted Galaxy